niedziela, 9 lipca 2017

W górach jest wszystko co kocham - część ostatnia - niedziela w Gliczarowie.












Niedziela - ostatni dzień pobytu u Józi - wspaniałej gospodyni. Gościnnej, uśmiechniętej, serdecznej. To dzięki niej czuję się jakbym przyjechała do rodziny, do kogoś bliskiego. Ona gotowa jest nieba przychylić i z tego, co widzę, przychyla tego nieba każdemu, kto do niej przyjeżdża. Polecam kwaterę u niej. W Gliczarowie Dolnym zapytajcie o Józię - i  o Dom Szarotka . Nie będziecie żałować!



Ostatni dzień pobytu. Dziś nigdzie nie wychodzimy. Nigdzie, to znaczy nie planujemy wyjazdu w żadne miejsce. To będzie dzień odpoczynku - jutro czeka nas daleka droga powrotna a mnie wiele godzin za kierownicą, więc dzisiaj słodkie lenistwo.

Gliczarów Dolny to mała miejscowość - ok 500 mieszkańców, ale jest piękna pod względem krajobrazów. Widać stąd Tatry. Wjeżdżając z "zakopianki" będziemy przejeżdżać przez drewniany most nad Białym Dunajcem . Rzeka na tym odcinku raczej nie nadaje się do kąpieli, ale można posiedzieć na kamienistej plaży, zanurzyć nogi, posłuchać szumu wody.
Oprócz widoków można pooglądać też piękne zabudowania.






Mieszkańcy są bardzo gościnni i mili.

My poszliśmy też do kościoła.



Dziewczyny prawie cały dzień przesiedziały w basenie i na trampolinie - Józia w tym roku wystawiła takie atrakcje przed dom.
Jutro wyjeżdżamy do domu. Szkoda,że czas uciekł tak szybko - tyle jest jeszcze do zobaczenia.


Wrócimy tu za rok...
Piosenka z dedykacją dla Jakuba i Reni  :lol:



P.S.

Kocham góry! Pokochałam je od pierwszego wejrzenia, kiedy odważyłam się w ubiegłym roku jechać tam z dziećmi. Minęliśmy Kraków i jechaliśmy w stronę Zakopanego - Chyżne, kiedy zaczęły się przepiękne widoki. Zobaczyliśmy szczyty gór a nam wydawało się, że sięgają nieba.
- To góry, czy chmury? - pytałam syna.
- Góry mamo!
- Cudne!
Wiem śmieszne, ale takie góry widziałam pierwszy raz w życiu. Wysokie, majestatyczne, przykryte śniegiem. Gęba się otwierała ze zdziwienia.
Kwaterę mieliśmy w małej, malowniczej wiosce u, jak się okazało, cudownej gospodyni. Zwiedziliśmy dużo miejsc. Zrobiłam wtedy ponad 2000 km i byłam z siebie dumna jak paw, że dałam radę.


środa, 5 lipca 2017

W górach jest wszystko, co kocham. Cz. 6. - Spacer na Morskie Oko.



Przedostatni dzień naszego pobytu w górach. Sobota. Dziś w planach spacer na Morskie Oko. Prozaicznie. Spokojnie. Bez emocji.



Na Morskim Oku byliśmy dwa lata temu. Droga wydawała mi się bardzo uciążliwa - bo cały czas pod górę   ;-) . Pamiętam, jak szłam powoli i z wysiłkiem. Nabawiłam się odcisków a nawet fioletowego paznokcia u nogi, bo córka niechcący przydepnęła mi stopę.

Do drogi byłam nastawiona negatywnie i powiem, że nie pamiętam oglądanych wtedy widoków oprócz oczywiście widoku na samo Morskie Oko i ścieżki, na którą wchodzi się po prawej stronie, stojąc plecami do schroniska. Ścieżka jest kamienista i pnie się cały czas w górę, Świstowa Czuba. Weszliśmy tylko na początek ścieżki a ja i tak trzęsłam się spoglądając w dół na Morskie Oko - taka ze mnie turystka.

A w tym roku, o dziwo, droga była łatwa, lekka i przyjemna - nawet dla mojego wiecznie niezadowolonego nastolatka.
Wchodząc nad ten olbrzymi staw "zaskoczył" nas deszcz, ale od czego były przygotowane peleryny przeciwdeszczowe i ciepłe bluzy. Oczywiście mój junior doszedł do wniosku, że jemu niepotrzebny dodatkowy balast... i niestety przemókł do suchej nitki. Później wziął ode mnie bluzę - wyglądał w niej komicznie, bo była za mała, ale było mu chociaż cieplej.



Szkoda mi koni, które muszą ciągnąć leniwych turystów. W ucho wpadła mi taka rozmowa pomiędzy idącymi kobietą i mężczyzną:
- Popatrz! Te konie muszą być chyba bardzo młode! Są takie chude! Jak wyścigowe!
- Jakbyś musiała ciągnąć tylu ludzi i robić to  parę razy na dzień, też byś była taka chuda!
Nic dodać, nic ująć.
Do wozów zaprzęgłabym jeszcze turystów!

Pozostałe widoki były piękne:

 Ten widok pokazywała ML na swoim blogu: martwy las - to zdjęcie robione przeze mnie. Smutny widok.

Moje dzieciaki zostały przy schronisku, strasznie zmęczone 😏  a ja pod pretekstem zejścia nad staw "puściłam się" dookoła tafli wody po kamienistej ścieżce.




Widoki niezapomniane! Musiałam się spieszyć, bo gdzieś w górze słuchać było donośne grzmoty a burzy w górach boję się dwa razy bardziej niż u nas na Mazowszu!
 Pędziłam więc jak nie przymierzając dobranockowy zajączek ;-) różnica była taka, że nie gonił mnie zły wilk a szybkie kroki hamowała spódnica - podobno sportowa, ale choroba wąska, więc przemierzając trasę musiałam tę spódnicę podnosić, żeby przeskoczyć z kamienia na kamień. Brakowało jeszcze szpilek na stopach i byłby komplet! Ot turystka  8-O .














I na koniec zdjęcie, które można nazwać "Siła miłości" - drzewo, które swoimi korzeniami oplata skałę.

Kapliczka przy wyjściu ze ścieżki.



W Morskim Oku pływają małe pstrągi a woda jest czyściutka i zimna.
Kiedy wróciłam, dzieciaki domyśliły się, że poszłam na wycieczkę. Same odpoczęły, zjadły kanapki, trochę się rozgrzały. Mogliśmy bez pośpiechu wracać. Dziewczyny jak sarny skakały na kamiennych skrótach i dzieliły się wrażeniami.
Kolejny dobry dzień.

Garść informacji na temat Morskiego Oka na stronach: myzakopane.pl i schroniskomorskieoko.pl