niedziela, 8 kwietnia 2018

46 lat minęło jak jeden dzień! Teraz dopiero czuję smak życia ♥

Tak, minęło już 46 lat mojego życia.

I wszystkie było potrzebne. Dobre i złe. Te złe mnie ukształtowały a te dobre dały ukojenie i radość.

Córka zrobiła mi sesję w plenerze 😀 Super sesja!

Nieskromnie powiem, że jak na 46 lat to niezła ze mnie laska.






Kocham to moje życie jak wariatka!!!

Czasami nie jest dobrze, ale dzięki terapii to wszystko ogarniam. Posmucę się chwilę, pójdę "na kije", wychodzę, czasami popłaczę, zabluzgam, obejrzę niezły film w domu, pójdę do kina, wyjadę do teatru i...

CIESZĘ SIĘ ŻYCIEM!!!!

Niezłe te zdjęcia ♥

Mam bardzo zdolną córkę



środa, 31 stycznia 2018

Slow love – slow life… Ponad wszystko slow

Nie, nie będzie  o sztuce uważności i o zwolnieniu tępa życia. Będzie fragment książki, który ostatnio czytam.
„Dostrzegam powab założenia bloga, po to tylko, żeby usłyszeć swój własny głos, lecz obawiam się, że z moją depresją byłby to dźwięk, gdy tylko jedna ręka klaszcze. Przerażona utratą kontaktu ze światem, zaczynam spędzać długie godziny w internecie. Jestem na bieżąco z grupą blogerów, których z wolna postrzegam jako nowych kolegów i koleżanki. Czytać ich wpisy to jakby wejść do sali konferencyjnej na kilka chwil przed rozpoczęciem obrad: każdy ma jakąś opinię na temat bieżących spraw. Ego i osobowości skrzą się i zawierają w tym dostępnym dla każdych spektaklu, który śledzę na moim ekranie. A co jest najlepsze? Nie będzie żadnych obrad! Można skasować, przejść dalej, zignorować, krzyczeć, rzucać czym popadnie, a i tak nikt cię nie zobaczy. Problem, jaki mam z moją nową społecznością blogerów jest taki, że brakuje mi skupienia, nie ma zakresu tematyczności, nie ma narracji, nie ma sensu, Nie sposób przystanąć. Wszystko jest dygresją do wszystkiego. Mój umysł zaczyna działać w poszatkowany sposób, zapalając się, ilekroć trafi na coś interesującego, i porzucając to nim zdołam się skoncentrować. Już nie myślę jasno. Stałam się blog-mózgowcem.
Nieuchronnie przemieniam się w internetowego trolla. (…)” (s. 51)
Smutek tego świata to cień jedynie,
za nim, lecz wciąż w zasięgu ręki,
radość się skrywa.
Wybierz radość.
Fra Giovanni Giocondo
Fragment pochodzi z książki „Slow love – Jak straciłam pracę, włożyłam piżamę i znalazłam szczęście” Dominique Browning, Świat Książki Warszawa 2014
 
„Każdego dnia, gdy tylko się obudzisz, pomyśl: jestem szczęśliwy żyjąc kolejny dzień. Wiodę bardzo cenne ludzkie życie i nie zamierzam go zmarnować. Użyję całej swojej energii, aby się rozwijać i dzielić sercem z innymi, aby osiągnąć oświecenie z korzyścią dla wszystkich istnień. Będę kierował życzliwe myśli w kierunku innych. Nie będę pielęgnował złości ani złych myśli o sobie lub innych. Będę pożytkiem dla ludzi tak dużym, jak to tylko możliwe.” 
XIV Dalajlama

Oto jak powstajemy – mocni jak huragan!



Oto jak powstajemy – mocni jak huragan!




Jestem narodem
Jestem milionem twarzy zebranych razem, stworzonych dla podniesienia się
Jestem żołnierzem, nie poddam się
Wiara jest jak ogień, który nigdy do cna się nie wypali
(Kto zamierza powstać, kto zamierza walczyć?)
Głos niewysłuchanych
(Kto zamierza przerwać te łańcuchy i kłamstwa?)
Miłość jest odpowiedzią
Muszę mówić o tym, wierzyć w to, oto, jak się w środku czuję
Ja nie mogę, nie potrafię siedzieć tutaj cicho.
[Wstęp do Refrenu]
Możesz wziąć moje serce, możesz wziąć mój oddech
Kiedy wyrwiesz je z mojej zimnej, martwej piersi
[Refren]
Oto jak powstajemy
Mocni jak huragan, głośniejsi niż pociąg towarowy
Oto jak powstaniemy
Serce bije szybciej, zdaje się grzmieć
Magicznie, niezmiennie; nazwij mnie fanatykiem
To nasz świat, oni nigdy nie będą go mieć
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć
[Zwrotka 2]
Hej, słyszysz mnie? Hej, słuchasz?
Spanie pośród cieni może być tworzeniem historii
Przejdź przez ogień, przejdź po wodzie
Zwykłeś być niewolnikiem, ale teraz jesteś pogromcą
[Wstęp do Refrenu]
Mogą wziąć moje serce, mogą wziąć mój oddech
Kiedy wyrwą je z mojej zimnej, martwej piersi
[Refren]
Oto jak powstajemy
Mocni jak huragan, głośniejsi niż pociąg towarowy
Oto jak powstajemy
Serce bije szybciej, zdaje się grzmieć
Magicznie, niezmiennie; nazwij mnie fanatykiem
To nasz świat, oni nigdy nie będą go mieć
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć
W górę, w górę, w górę, w górę, w górę,
My powstajemy w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
Głos niewysłuchanych
Podnosi się w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
My powstajemy w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
Miłość jest odpowiedzią
Podnosi się w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
My powstajemy w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
Miłość jest odpowiedzią
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć
[Refren]
Oto jak powstajemy
Mocni jak huragan, głośniejsi niż pociąg towarowy
Oto jak powstajemy
Serce bije szybciej, zdaje się grzmieć
Magicznie, niezmiennie; nazwij mnie fanatykiem
To nasz świat, oni nigdy nie będą go mieć
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć
I to tyle w tym temacie.
Ostro!!!
Skillet – chrześcijańska grupa rockowa, pochodząca z Memphis w stanie Tennessee w USA, utworzona w 1996 roku. Zespół składa się z 4 osób: John Cooper, Korey Cooper, Seth Morrison, Jen Ledger.
Wow! Chrześcijańska!!!! grupa rockowa. No, ładnie. Zamiast łagodnie śpiewać o Jezusie dają czadu!! Lubię to!
Lubię czasami sobie posłuchać takiej muzy. Bardzo! Nich krzyczą!!!!!

wtorek, 23 stycznia 2018

Nie każdy uśmiech jest dowodem szczęścia. Bycie miłym to…

No i kupiłam! Kupiłam ją! Nie, nie chodzi o najpiękniejszą sukienkę czy nową parę przepięknych bucików! O nie!
www.charaktery.eu
Przede mną leży nabytek o którym jest ostatnio głośno – czyli książka Jacqui Marson „Bycie miłym to przekleństwo”. Wiem, że to przekleństwo. To, że jestem z gatunku „miłych” wiem nie od dziś. Przyklejony uśmiech do twarzy w każdej sytuacji. Jestem zła, w środku buzuje gniew a na ustach uśmiech. W oczach łzy, ale na ustach uśmiech. Nie zgadzam się na jakieś zachowanie, na obraźliwe słowa, na to żeby ktoś zajmował mój cenny czas, ale UŚMIECH. Przestępuję z nogi na nogę, zerkam na zegarek, krzywię się, spoglądam w dal, ale… no wiecie już co, to na uś… ech… Właśnie z piersi wyrywa się westchnienie. Ech… w mordę jeża. A gdyby tak zacząć krzyczeć, zabluzgać szpetnie, „przylutować” w te okropną facjatę – tylko czyją? Moją czy tego rozmówcy, z którym się nie zgadzam? Ale nie, tak nie można, przecież trzeba być miłym…
W wyobraźni pojawia się mała, grubiutka dziewczynka z mysimi warkoczykami. Ma pięć, może sześć lat. Uczy się żyć. Wszędzie jej pełno. Obserwuje swoich rodziców, przebywa z rodzeństwem. Kiedy zaczyna się zachowywać za głośno mama mówi: nie kłóć się, oddaj tę zabawkę siostrze/bratu, ustąp, pomóż, słuchaj mnie w końcu, jaka ty jesteś głupia, itp. Kiedy mała udaje, że nie słyszy wtedy dobiega ją krzyk: jesteś okropna, tak nie można, trzeba się dzielić, trzeba ustąpić, oni są starsi, oni są młodsi, itp. Dobra siostra zawsze pomaga, wspiera, nie krzyczy, dzieli się, NIE MA SWOJEGO ZDANIA, bo jest cieniem innego rodzeństwa i posłuszną córeczką. W oczach łzy a na buzi uśmiech, bo mama się nie myli, jest autorytetem, wzorem, tak głośno krzyczy i ma twardą rękę. Więc lepszy unik niż bolesny klaps, albo łzy w jej oczach i wyrzut w słowach: „Widzisz do czego mnie doprowadziłaś, znów przez ciebie płaczę. I tak mam ciężko a ty zamiast mi pomóc jeszcze przeszkadzasz”.
Mała dziewczynka prosi tatusia siedzącego przed telewizorem:
- Tatusiu chcę siku. W tamtym pokoju jest ciemno. Proszę, chodź ze mną! Proszę! – zbliża się ostrożnie do ojca – Tatusiu!
- Czeegoo!! – wrzeszczy rozgniewany ojciec – Czego chcesz!!! Nie przeszkadzaj!! – i padają niecenzuralne słowa zakończone zdaniem – z gnojami tylko same problemy!
Mała stoi struchlała ze strachu a dookoła maleńkich stópek rośnie mokra kałuża. Po buzi płyną łzy. Ojciec nie zwraca uwagi na „gnoja” a ona patrzy na niego szeroko otwartymi oczami, w których maluje się mieszanka strachu, bólu i czci dla „tatusia”, bo tatuś ją kocha a ona przeszkadza mu oglądać telewizję… Ona jest taka niedobra… Mała rośnie i staje się dorosła. Ziarno zasiane w dzieciństwie „plonuje” w dorosłości. Nauki rodziców płynące z ich postępowaniem nie poszły w las. Rodziców już dawno z nią nie ma, ale ona w dalszym ciągu boi się mieć własne zdanie, bo nie można nikogo denerwować, trzeba być uległym i uśmiechniętym, bo jak kogoś zdenerwuje to … A ona tak chce być kochana i czuć się potrzebna.
Tak. Bycie miłym to przekleństwo.  Przekleństwo uśmiechniętej „japy”. Mili nie potrafią reagować „umiarkowanie”. Jest albo „cud, miód” albo agresja. Agresja nie w sensie przemocy fizycznej, ale krzyku, w którym dominują wulgaryzmy. Ich emocjonalność to kocioł przykryty szczelnie pokrywą. Z zewnątrz piękna emalia, ale w środku się gotuje. Wytwarza się ciśnienie, które od czasu do czasu „zrzuca” pokrywę i wyłazi wrzeszczący, wulgarny, rozgniewany potworek, który z miłym nie ma nic wspólnego. I w tym momencie Jacqui Marson, czyli autorka książki przybywa z odsieczą i uczy w jaki sposób „uchylać” pokrywę powoli, aby „para” wydobywała się w sposób kontrolowany i nie robiła nikomu krzywdy. W książce jest mnóstwo wskazówek jak postępować, ćwiczeń, podpowiedzi jak panować nad „byciem miłym”.
A teraz ciekawostka. O czym świadczy, albo nie, inaczej – w jaki sposób ludzie odbierają uśmiech stale przyklejony do twarzy? Większość powie to: że jesteśmy mili, przychylni, pozytywni i wszyscy nas wtedy lubią! Otóż nie! Autorka książki tak to tłumaczy: Ewolucjonizm wskazuje na naczelnych (czyli małpy) jako protoplastów rodzaju ludzkiego. Co oznacza u małp człekokształtnych pokazanie uzębienia? Ni mniej ni więcej tylko: Wycofuję się! Nie jestem groźny! Uśmiech z pokazanymi zębami wcale nie oznacza radości. Może oznaczać strach. Uśmiech samymi wargami, bez odsłaniania zębów oznacza nawet poddaństwo. Atawizm przeniesiony na ludzi. No i wiadomo dlaczego ludzi uśmiechniętych postrzegamy jako słabszych, niekompetentnych, zagubionych, mniej ważnych. W niektórych sytuacjach lepiej się nie uśmiechać (i nie chodzi tu o pogrzeb), bo to będzie oznaką naszej słabości, niekompetencji i wycofania. Rada szczególnie ważna dla młodych nauczycieli „Nigdy nie uśmiechaj się przed Bożym Narodzeniem!” W pierwszym semestrze należy pokazać bardziej asertywną, ostrzejszą wersję siebie, aby zdobyć autorytet i szacunek. A później, w drugim semestrze można już spróbować być sobą i częściej się uśmiechać. Działa!!
Nasz uśmiech nikogo nie zmieni. Nie wpłynie cudownie na czyjeś postępowanie, niestety nie ma się co oszukiwać. Cudów nie ma! Sami też nie zmieniamy się od razu, ale ewoluujemy stopniowo, po trochu. Jest to ciężka, mozolna praca nad przemianą SIEBIE.
Oglądamy mnóstwo filmów, w których następuje cudowna, nagła przemiana kogoś. Ktoś był zły i nagle przeżywa moment oświecenia, cud i zmienia się diametralnie. Fabryka snów Hollywood nazywa to „klamrą odkupienia” i filmy z taką właśnie klamrą mają największą oglądalność. Na czym to polega? Klasyczna historia: chłopak spotyka dziewczynę, chłopak traci dziewczynę i w końcu ją odzyskuje. Odkupienie polega na tym, że jeden z bohaterów albo oboje diametralnie się zmieniają, bardzo często mają jakiś przebłysk w głowie, chwilę oświecenia czy zrozumienia, co doprowadza do szczęśliwego zakończenia. Film jest filmem a życie życiem. Jedyna prawdziwa zmiana postępowania jest tylko taka, którą wprowadzimy świadomie. Nie oczekujmy od innych, że staną się tacy, jakimi byśmy chcieli, żeby byli. To się nie uda!
Autorka podaje Kartę Osobistych Praw Podstawowych. Oto one:
  • Mam prawo wyrażać własne uczucia.
  • Mam prawo być sobą.
  • Mam prawo odmawiać.
  • Mam prawo do błędów.
  • Mam prawo do zmiany zdania.
  • Mam prawo powiedzieć, że czegoś nie rozumiem.
  • Mam prawo nie czuć się odpowiedzialna za problemy innych dorosłych.
  • Mam prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu.
  • Mam prawo nie być zależną od aprobaty innych.

I teraz parę praktycznych metod, aby podkreślić ważność własnej osoby:
  • Zaneguj własne krytyczne myśli i dawne zasady.
  • Osłabiaj wewnętrzne głosy krytyczne.
  • Przestań mówić „muszę” i zamień je na „chcę” lub „mogę”

Tak wiele treści a książki nie doczytałam jeszcze do końca.  Marson podkreśla też wielkie znaczenie mowy ciała w kontaktach z innymi, ale o tym później. Na dzisiaj to i tak dużo…
Na podstawie książki Jacqui Marson „Bycie miłym to przekleństwo. Jak nauczyć się asertywności i z łatwością mówić nie.” Muza S.A. Warszawa 2015.
Fragment książki do przeczytania na stronie Charaktery.eu
 Kiedyś zrobiłam wpis o „Trzech dobrych rzeczach na dzień” – okazało się, że porada pochodzi z książki „Bycie miłym to przekleństwo”.  :-D

„Jak uwolnić się od bolesnej przeszłości?” Książka kontra życie.


Twoje przyszłe zachowanie będzie oparte na twoich dzisiejszych czynach. To, co robisz dzisiaj, jutro stanie się przeszłością. Oto pewna technika zmiany negatywnego myślenia o sobie.


Carol rozpoczyna dziesiąty rok terapii. Miała nieszczęśliwe dzieciństwo, a spowodowała to dominująca postawa ojca i „męczeństwo” matki. Będąc jedyną dziewczynką w rodzinie, w wieku pięciu lat doszła do przekonania, że jej bracia są bardziej kochani i szanowani przez rodziców, natomiast ona jest zaniedbywana i ignorowana. Narzeka, że jej bracia rzadko byli dla niej mili. „Prawdopodobnie nigdy nie zapomnę tych przeżyć „, stwierdziła. Ma czterdzieści trzy lata.
Z psychologicznego punktu widzenia, wczesne lata naszego życia oraz wyposażenie genetyczne są podstawą rozwoju naszej osobowości. Wydarzenia z dzieciństwa mogą mieć wyraźny wpływ na dorosłość i skłonność do powtarzania wciąż tych samych wzorców zachowań. Większość z nich nie musi jednak zamykać nas w przeszłości, chyba że im na to pozwolimy, opierając się wciąż na tych samych schematach.

Carol pozwoliła przeszłości zdobyć nad sobą ogromną władzę, nie rozumiejąc, że to, co było, już odeszło i nie ma magicznego wpływu na teraźniejszość czy przyszłość. Jako dziecko Carol nie potrafiła przeciwstawić się swemu dominującemu ojcu tyranowi. Po trzydziestu latach wciąż czuje, że musi się mu podporządkowywać.

Wiele osób wychowanych w domach o złej atmosferze długo jeszcze czuje się bezsilnymi i złymi. Dwudziestotrzyletnia Becky ujęła to w ten sposób: „Jak miałabym kiedykolwiek poczuć się dobrze lub dobrze o sobie pomyśleć? Mimo wszystko jestem dzieckiem alkoholika! Również ci, którzy jako dzieci byli stale bici lub molestowani seksualnie, często stają się więźniami własnej przeszłości.

Ludzie jednakże mogą wymazać szkodliwe efekty przeszłości. Istnieją dowody, iż nawet w najbardziej skrajnych przypadkach nie musisz pozostawać bezsilną ofiarą minionych wydarzeń, zwłaszcza jeżeli znajdzie się oddaną i profesjonalną pomoc. Niektóre nawyki i uczucia mogą być trudne do przezwyciężenia – trudne, ale nie niemożliwe. Zawsze jest nadzieja.

Jeżeli, tak jak Carol, nie walczysz z błędnymi wyobrażeniami o sobie, lecz uznajesz je za prawdę, to nie uda ci się uwolnić od bolesnej przeszłości. Musisz nauczyć się nowych sposobów rozwiązywania problemów tu i teraz, by przezwyciężyć stare „prawdy” i wyobrażenia.
Jeżeli jako dziecko byłeś poniżany, twój umysł przechowuje wszystkie tamte upokorzenia i regularnie je odtwarza. Rezultatem tego negatywnego „kodowania”, są przede wszystkim negatywne uczucia. Zmiana zabarwienia owego „kodu” z negatywnego na pozytywne istotnie pomaga zmienić również uczucia negatywne w pozytywne. Jedna z najbardziej skutecznych form psychoterapii, terapia poznawcza, w dużym stopniu opiera się na założeniu o silnym wpływie sposobu, w jaki ujmujemy rzeczywistość. Jeśli powtarzasz sobie wystarczająco często, że coś się nie uda, to prawdopodobnie tak będzie, a przynajmniej będziesz czuł, że się nie uda, zanim nawet spróbujesz. Lecz jeśli powiesz sobie, że podołasz trudnościom, to ogromnie zwiększysz szanse powodzenia. Zbyt proste? Być może. Jednak pozytywne przekonania w dużym stopniu wpływają na pozytywne uczucia, zwłaszcza wtedy, gdy towarzyszą im rozważne próby realizacji pragnień.

Oto pewna technika zmiany negatywnego myślenia o sobie. Najpierw spiszcie wszystkie upokorzenia, których doznaliście i które możecie sobie przypomnieć.

Następnie, rozważając je wszystkie jedno po drugim, sprawdźcie ich sensowność. Zobaczmy, czy istnieją dla nich jakieś faktyczne podstawy. To ćwiczenie zabiera trochę czasu i wysiłku, lecz taki powrót do przeszłości i przewartościowanie jej jest tym, co może doprowadzić do zmian. Nawet jeśli kiedyś robiłeś głupie, szkodliwe czy lekkomyślne rzeczy, nie znaczy to, że jesteś głupią, szkodliwą czy lekkomyślną osobą.

Zwróć uwagę na sytuację, kiedy przypisujesz sobie negatywne cechy: „Psuję wszystko, do czego się zabiorę!”, „Po co się starać? Nic nie potrafię zrobić dobrze!”, „Jestem kompletnym idiotą!”, „Zupełnie się do tego nie nadaję!”, „Nie zasługuję na to, aby być szczęśliwym!”. Zastępuj takie negatywne oceny, stale powtarzanymi pozytywnymi określeniami: „Jestem całkiem bystry”, „Dobrze sobie radzę”, „Jestem dobrym sprzedawcą”, „Mogę być interesujący i bardzo zabawny”, „Mam nadzieję, że mi się uda, lecz nawet jeśli nie, to jakoś sobie poradzę”. Dbaj o to, aby te pozytywne uwagi były prawdziwe – okłamywanie się nie pomoże – unikaj jednak nadmiernej samokrytyki i skup się na jaśniejszych stronach rzeczywistości.
Ponadto, aby przeciwdziałać negatywnemu kodowaniu, energicznie zwalczaj przekonanie, że jesteś na zawsze więźniem własnej przeszłości. Skutecznym na to sposobem jest powrót do konkretnych nieszczęśliwych doświadczeń z dzieciństwa, kiedy jest się głęboko zrelaksowanym. Spróbuj powtarzać sobie na przykład następujące stwierdzenia: „To jest już tylko dawno miniona historia. Teraz jestem już dorosły”. Możesz także spróbować technik wizualizacji. Wyobraź sobie bolesne zdarzenia z dzieciństwa i przywołaj obraz osób, które cię skrzywdziły i upokorzyły. Ćwiczenia te, powtarzane regularnie, często łagodzą ból minionego cierpienia.

Twoje przyszłe zachowanie będzie oparte na twoich dzisiejszych czynach. To, co robisz dzisiaj, jutro stanie się przeszłością. Połączenie aktywnej refleksji, wizualizacji i dodatkowo jeszcze skutecznych działań (np. wymuszanie na sobie dojrzałych zachowań asertywnych, nawet jeżeli ze strachu drżą ci kolana) może uwolnić od udręk przeszłości. Jeżeli z czasem konsekwentnie zamienisz negatywną samokrytykę na pozytywną samoakceptację i będziesz ćwiczyć asertywność, ten nowy sposób myślenia i działania stanie się integralną częścią twojej osobowości. Zmienisz też minione porażki na teraźniejsze i przyszłe powodzenie.
Zapamiętaj!

  • Przeszłość dawno minęła; mogę pozwolić jej odejść i zrobię to
  • Teraz jestem już człowiekiem dorosłym, a nie przestraszonym dzieckiem.
  • Rany z przeszłości nie muszą stale krwawić.
  • Nie będę niepotrzebnie koncentrował się na tym, co było; skupię się natomiast na tym, co jest i co może się zdarzyć.
  • Będę postępował jak asertywny dorosły, nawet jeśli czasami czuję się jak przestraszone dziecko.
  • Jeśli zauważę, że sam siebie deprecjonuję, będę ćwiczył zmianę sposobu mówienia, zastępując negatywne wyrażenia pozytywnymi.

Możesz się uwolnić od bolesnej przeszłości.
Wiecej w książce: Jak nie wpaść w depresję – Arnold A. Lazarus, Clifford N. Lazarus
Za: deon.pl
A to rady dotyczące uwolnienia się od bolesnej przeszłości ze strony: zwierciadło.pl
Carol Orsborn, psycholożka i autorka 21 poczytnych książek, doradza pisemne ćwiczenia, które zadziałają na naszą podświadomość w ten sposób, że pozbędziemy się dawnych żali.
1. Pisz pamiętnik
Ludzie piszą pamiętniki z wielu powodów. Niektórzy robią to, aby wyrazić wdzięczność, inni chcą zachować doświadczenia zdobyte w ciągu dnia. Można pisać pamiętnik w celu rejestrowania i przetwarzania żalu. To skuteczne ćwiczenie, które pomaga się wydostać z pułapki przeszłości. Możesz od tego zacząć pisanie pamiętnika. Kiedy wypiszesz przeszłe i obecne zdarzenia, które są źródłem twoich uraz, twoja podświadomość odpowie uwolnieniem dawnych negatywnych emocji. Dlatego to trudne ćwiczenie, ale potrzebne do tego, by oczyścić stare rany. Bez wiedzy, co one kryją, nie uzdrowisz ich.
2. Zrób mistrzowską listę żali
Jeśli nie chcesz opisywać trudnych wydarzeń w pamiętniku, możesz to zrobić w szybszej i bardziej skondensowanej formie. Zrób listę swoich rozczarowań życiowych. Napisz, co złego zrobili ci inni i jak prześladuje cię pech. Potem podziel listę na punkty, z którymi możesz coś zrobić i na takie, które masz zaakceptować bez żadnych działań. Następnie wybierz te, którymi chcesz zająć się najpierw i weź się za to. Komu masz coś powiedzieć, wyjaśnić, wykrzyczeć, przebaczyć, przeprosić? Nie musisz tego robić osobiście, chodzi o to, żebyś dała upust emocjom. Możesz płakać, krzyczeć bądź skopać kanapę.
3. Opisz siebie jak w powieści, której czas akcji rozgrywa się za 5 lat
Minęło 5 lat, jesteś bohaterką powieści, więc twoje życie może wyglądać dowolnie. Jak byś wyglądała? Co byś czuła, robiła, myślała, gdybyś już uwolniła się od dawnych żali? Wczuj się w tą postać i przez kilka dni staraj się nią być w swoim obecnym życiu.
4. Napisz modlitwę
Jeśli czujesz, że trudno ci puścić dawne żale, bo nie umiesz wybaczyć, napisz modlitwę. Wyobraź sobie Siłę Wyższą zgodnie z twoim wewnętrznym jej obrazem i na kartce poproś o pomoc. Wzbudź w sobie zaufanie i odczytaj modlitwę. Uwierz, że kłopot został już rozwiązany, bo twoje dawne żale już cię opuściły.

Ja swoją terapię zaczęłam rok temu. Wczorajsza wizyta rozwaliła mnie totalnie. W pewnym momencie chciałam wyjść, trzasnąć drzwiami, szpetnie przekląć. Czy to zrobiłam? Nie. Siedziałam potulnie i tłumaczyłam się! Nienawidzę tej uległości. Nienawidzę a pozwalam na to, żeby ktoś bawił się moimi emocjami. Jestem silna na papierze, po fakcie, ukryta za słowami, które tak łatwo mi napisać. Ukrywam się tak, jak kiedyś przed ojcem, później mężem i teraz kiedy zostałam sama ze strachem przed powrotem męża. Przeszkadza mi to wycofanie. Płaczę i obwiniam siebie a powinnam … No właśnie. Wiem co powinnam, ale króluje strach i to nieprawda, że nie chcę – ja się boję, ja nie umiem, ja… Znajomy powiedział mi niedawno, że nie pozwalam się nikomu zbliżyć do siebie. Buduję wokół siebie mocny dystans. Ja tego nie widzę, ale on jest kolejną osobą, która to zauważyła. Nie wiem, czy przezwyciężę mój strach, czy on zwycięży mnie. Na razie wygrywa on.
Pamiętnik piszę. Piszę bloga. Wprowadzę w życie punkt 2,3 i 4. Wszystko jest lepsze od tego, co czuję teraz.
 
Komentarze (2) Napisane przez w kategorii Internet

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Korekta - Więcej grzechów nie pamiętam, ale nie żałuje. Postrzeganie świata.

W piątek "popełniłam" wpis. W sobotę dokonałam korekty. Wpis był bardzo osobisty, nawet za bardzo. Dręczył mnie przez całą sobotę i po powrocie do domu został przeniesiony do kosza. Ci, którzy zdążyli go przeczytać i poczuli się zniesmaczeni - trudno. Może takie doświadczenie też było nam potrzebne. Więcej grzechów nie pamiętam, ale nie żałuję.
Zaczęłam studia podyplomowe. Kierunek, który bardzo mnie interesuje.  Nowe doświadczenie, nowi ludzie, nowe miejsce i stara ja, mała Anula w wielkim mieście - w Warszawie. Jest OK.
Kiedy mieliśmy zajęcia, przez otwarte okna wdzierał się krzyk demonstracji, która przechodziła pod oknami Instytutu. Kongres Nowej Prawicy - kongres może i nowy, ale agresja stara i zapiekła z ogromną domieszką nienawiści. Dużo krzyku o biciu, czerwonych młotach i sierpach. Nienawiść i pogarda i to ma być nowe?! To stare i ohydne. Język nienawiści kwitnie...
Każdy postrzega świat swoimi oczami.
Przeczytałam ostatnio opowieść o "Krowich plackach i posągu Buddy" i tak jakoś mi się skojarzyło, niechcący (a może nie).  Oto opowieść:
"Jeśli Twój umysł jest czysty, świat, w którym żyjesz też będzie dobry i pełen harmonii. Widząc w drugiej osobie demona, fundujesz sobie życie w piekle. Jeśli zobaczysz w drugim człowieku anioła, będziesz żył w niebie.
Pewnego dnia Su zaprosił przyjaciela, mistrza, na herbatę. Usiedli po turecku na podłodze, delektując się smakiem herbaty i gawędząc.
- Powiedz, do kogo jestem podobny? - zapytał Su.
- Przypominasz Buddę - odpowiedział mistrz.
Su uśmiechnął się i rzekł:
- Hmm, ty za to wyglądasz jak krowi placek!
Mistrz zaśmiał się, ale nic nie powiedział. Su uznał, że udało mu się zwyciężyć tanim kosztem. Wrócił do domu i nie kryjąc satysfakcji , opowiedział o wszystkim siostrze.
- Bracie, to ty przegrałeś! To jak postrzegasz świat zależy od twojego umysłu. To, że mistrz powiedział, że przypominasz Buddę świadczy o tym, że jego umysł jest umysłem Buddy. To, że ty widzisz w nim krowi placek, świadczy jedynie o tym, że twój umysł to jedne wielkie łajno! - śmiała się dziewczyna.
Su zawstydził się i zrozumiał, że przegrał z mistrzem w potyczce na słowa.
Nasze zachowanie uzależnione jest od postawy umysłu. Jeśli twój umysł jest zanieczyszczony, w drugiej osobie też będziesz widział tylko brud. Jeśli jednak w twoim umyśle jest budda, każdego kogo spotkasz będziesz traktował jak prawdziwego Buddę. To umysł warunkuje postrzeganie świata - jeśli patrzysz na świat z żalem , gdziekolwiek byś się udał, wszędzie będzie ponuro i nieciekawie; jeśli w twym sercu święci słońce, świat też jest pełen blasku."
Fragment tekstu pochodzi z  książki: Chiński zen droga szczęścia i spokoju, Wu Yansheng, Wydawnictwo Olesiejuk, 2014, s. 153

"Uzależnione myślenie.(...)" - sztuka oszukiwania siebie.

Dzisiaj o książce "Uzależnione myślenie. Analiza samooszukiwania" A. J. Twerskiego - znów dostałam lekturę do przeczytania. Dobrze, bo czymś się mogę zająć. Nie myśleć o tym, co mnie bardzo dołuje i czasami przerasta. Czasami jest bardzo ciężko - zwłaszcza przed nadciągającą rozprawą, lub zaraz po niej. Jestem wtedy rozbita. Pełna dołujących, obsesyjnych myśli typu: nie dam rady; jestem zła; jestem zła, bo zostawiłam chorego męża, czuję się przeraźliwie samotna; czuję, że nie zasługuje na nic dobrego i nic dobrego mnie nie spotka. Moje "ja" się wtedy nie liczy. Mnie nie ma. Jest tylko ból, jak to ktoś ładnie nazwał "ból duszy". Nie umiem tych myśli uciszyć, płaczę. Jest ciężko. Potem cała burza mija, aż do następnej rozprawy i tak od nowa. Parę dni wyjętych z życiorysu.
Książka "rzuciła" światło, wyjaśniła dlaczego takie emocje targają moim zachowaniem i wpływają na moje życie.
Kiedyś pisałam na temat współuzależnienia. Osoba, która podsunęła mi książkę "Uzależnione myślenie" uchyliła szerzej drzwi do poznania tego mechanizmu. Współuzależnienie dotyczy nie tylko choroby alkoholowej, ale też bycia przy osobie chorej psychicznie. Bardzo podobne matryce zachowań. Choroby różne, ale...
Zacznę od natrętnych myśli przytłaczających wszystkie inne, tak zwane obsesje, wysysające z człowieka energię psychiczną. Mogą pojawić się w dowolnym momencie i wszelkie próby pozbycia się ich na ogół jedynie wzmacniają ich intensywność. "Próby odpędzenia natrętnych myśli przypominają usunięcie z drogi zwiniętej sprężyny przez ściskanie jej: z im większą siłą naciskamy na nią, tym silniej się ona rozkręca". Takie obsesyjne myśli opanowują mnie bardzo często. Nie wiem jak sobie z nimi poradzić, ale mam nadzieję, że się nauczę.
Okazało się, że mam wszystkie cechy osoby współuzależnionej. Teraz jestem sama, nie mam się kim opiekować, więc się gubię, ale kiedy byłam w z mężem czułam się w swoim żywiole. Płakałam, cierpiałam, ale miałam swój porządek. Porządek został zburzony. Czytając książkę zakreśliłam fragment: "Osoba współuzależniona ma obsesję na punkcie chorego oraz konieczności kontrolowania go.  Natrętne myśli - irracjonalne myśli, połączone z natrętnymi zachowaniami, czynnościami". Myślenie uzależnione cechuje się pozorną logiką, która może być kusząca i zwodnicza, a lęk przed zmianą może być tak wielki, że często ludzie wolą oszukiwać samych siebie. Oszukiwałam siebie myśląc, że dam radę towarzyszyć osobie chorej na schizofrenię, że zniosę wszystko, nawet przemoc. Byłam załamana, przestraszona, wycofana, czułam się jak w potrzasku. Dopóki brał leki mój strach malał, ale był przy mnie obecny. 15 lat w ciągłej gotowości, "na baczność". Równocześnie trzeba było pracować, opiekować się dziećmi, robić remonty domu (najczęściej własnoręcznie - stałam się ekspertem w cięciu płytek, malowaniu ścian :-) itp.) - czyli normalnie żyć. Żyć z mężem, ale sama. Udawałam, że jest normalnie, że wszystko ogarniam. "Jak długo ktoś zaprzecza rzeczywistości, tak długo może trwać przy swoich nawykowych zachowaniach. Jeżeli człowiek uzna, że rzeczywistość jest taka, jaka jest, może to wciągnąć go w bardzo trudny dla niego proces zmian."  Moją rzeczywistość zaczęłam zmieniać wstępując najpierw do Kościoła Domowego - ruchu katolickiego dla małżeństw. Myślałam, że mąż widząc inne - dobre - małżeństwa sam będzie chciał coś zmienić na lepsze. Nie udało się. On nie chciał. Wzbudzało to w nim agresję, więc odpuściłam. Nastąpiła długa przerwa. Przyczaiłam się ze zmianami i w 2012 roku trafiłam na rekolekcje REO. Niby z ciekawości. Zaczęłam chodzić na katechezy i poczułam klimat panujący w grupkach dzielenia, poczułam akceptację innych, którzy słuchali opowieści o moich problemach. Słyszałam świadectwa ludzi, którzy mieli problemy, niektóre podobne do moich i wyszli z nich. Nie opuściłam żadnego spotkania. To czego tam doświadczyłam spowodowało, że zaczęłam myśleć o sobie i swoich potrzebach. Latem 2012 roku odważyłam się pojechać z dziećmi na wakacje, co wcześniej było nie do pomyślenia. Było nam wspaniale. Nie chciało się wracać, bo do czego. Zaczęłam powoli odpuszczać w relacjach ja- chory mąż. Dalej go woziłam do lekarza, kontrolowałam branie leków, bo bałam się o nasze bezpieczeństwo, ale coś się zmieniło. Kiedy w kwietniu przestał brać leki zaczęłam szukać wyjścia z sytuacji. Zaczęłam przygotowania dotyczące wyprowadzenia się. Uprzedziłam pracodawcę o moich zamiarach (taką mam pracę) i zaczęłam szukać mieszkania.
Przestałam zaprzeczać rzeczywistości, oszukiwać się, że dam radę. Nareszcie trzeźwo oceniłam sytuację. Bałam się tego, co się stanie, ale nie zrezygnowałam. Znajomi nie mogli zrozumieć, dlaczego tak ciężko podjąć mi decyzję o przeprowadzce, dlaczego się zastanawiam, chociaż wszystko już gotowe, dlaczego czuję się winna, płaczę.  Dziwili się, kiedy ja zamiast cieszyć się spokojem w nowym miejscu, cały czas jestem smutna i obarczam się winą. Rozpoczęłam trudny proces zmian.
Wrócę jeszcze do czasu, kiedy z całych sił starałam się zrozumieć chorobę męża i przez to rozumienie zachowywać się tak, aby się zmienił - stał się zdrowym człowiekiem. "Osoby współuzależnione mogą na przykład usilnie szukać pomocy w przekonaniu, że specjalista powie im, co zrobić, żeby powstrzymać kogoś (...)". Wożąc męża do specjalistów też pytałam jak się zachowywać, jak z nim rozmawiać, żeby on normalnie zaczął się zachowywać - uczestniczył w życiu domowym, był ojcem i mężem. Bardzo denerwowało mnie jedno  zdanie powtarzane przez jednego z lekarzy: "Proszę pani, jeżeli człowiek jest chory na gruźlicę to kaszle. Pani mąż jest chory na schizofrenię i zachowuje się odpowiednio do choroby". Nie rozumiałam tego. Byłam zła, że nie dostałam wskazówek, recepty prowadzącej do przeze mnie oczekiwanych zmian. Buntowałam się, płakałam z bezsilności. Kiedy on był w szpitalu wpadałam w euforię. Mówiłam: teraz wracamy do normalności. Nie dopuszczałam do świadomości, że tej "normalności" u nas nie będzie. "Kiedy dowiadują się, że nie mogą zrobić nic, żeby zmienić zachowanie uzależnionego (tu chorego) czują się bezsilne, rozczarowane."
Wiele cech uzależnionego myślenia wypływa z niskiej samooceny. Większość problemów emocjonalnych związana jest z niską samooceną. Odnosi się to do negatywnych uczuć, jakie człowiek żywi wobec siebie a które nie mają uzasadnienia w faktach. Osoby o niskiej samoocenie mają poczucie, że są gorsze od innych, do niczego się nie nadają i nic nie są warte.. W moim przypadku , czyli przypadku osoby ze zniekształconym postrzeganiem dotyczącym niskiej samooceny odnalazłam swoje poczucie wartości w relacji z osobą chorą psychicznie stając się dla niej kimś ważnym (w moim odczuciu), kto ją kontroluje i niestety z jej powodu cierpi.
Nadawałabym się na członka grupy Al-Anon, lub do grupy Al- ..., bo do mnie można byłoby zastosować potrójną zasadę: "Nie ty to SPOWODOWAŁEŚ, nie jesteś w stanie tego KONTROLOWAĆ, i nie możesz WYLECZYĆ" . Ja niestety czułam się odpowiedzialna, kontrolowałam w przekonaniu, że mogę go uzdrowić. "Czasami odnosi się wrażenie, że osoba współuzależniona chce powiedzieć 'Mam tak wielką władzę, że mogę (...) leczyć. To nie jest poczucie wyższości ani arogancja - wręcz przeciwnie, takie przekonania są często reakcją obronną wobec poczucia niższości". (...) Często występuje samookłamywanie w takich formach, jak zaprzeczenie, racjonalizacja i projekcja. Mają miejsce sprzeczne przekonania, występuje zaciekły opór wobec zmiany oraz pragnienie zmiany innych.
Zaprzeczenie - tą chorobę można wyleczyć, on może być normalny, może być dobrym ojcem i mężem;
Racjonalizacja - kiedy będzie się leczył (przyjmował leki) będzie normalny, będzie tym człowiekiem, którego poznałam. Cudowny lek - cudowna przemiana.
Racjonalizacja wzmacnia zaprzeczenie. Dzięki niej osoba uważa, że nie musi przeprowadzać koniecznych zmian. Racjonalizacja może powodować ból fizyczny.
Projekcja - przekonanie, że dam ze wszystkim radę. Uzdrowię męża i będę miała szczęśliwe życie - pełne miłości, spełnienia, spokoju. NIE UDAŁO SIĘ!!!
Droga ku normalności.
1. Uświadomienie sobie własnego bogactwa - jestem osobą wartościową. "Puste komplementy, czy pochlebstwa nie mają żadnej wartości". Mam czuć się dumna z tego, czego dokonałam a inni to dostrzegli.
2. Zmaina negatywnego obrazu siebie.
3. Nie bać się złości. Nie tłumić jej w sobie.
4. Pozwolić sobie na płacz.
5. Pozbyć się głęboko tajonych uraz. Uwolnić się od ciężaru zaległych żalów, które się w sobie nosi. Uświadomić sobie, że "żywić urazę oznacza pozwolić komuś, kogo nie lubię, żeby za darmo zamieszkał w mojej głowie.". Dzielenie się spostrzeżeniami i uczuciami z innymi oraz spojrzenie z dystansu zmniejsza urazę i może pomóc pozbyć się jej całkowicie. Program (Dwunastu Kroków - terapia AA) powrotu do zdrowia pozwala dostrzec destrukcyjną naturę wściekłości i urazy.
Ze współuzależnienia można wyjść, ale nie zrobimy tego samotnie. Potrzebna jest druga osoba, której zaufamy. Może to być przyjaciel, ale dobrze jeżeli to będzie terapeuta. Terapeuta jest osobą neutralną, nie pozwoli na zbyt bliskie relacje, żeby nas pocieszyć. Widzi wszystko z pewnego dystansu, obiektywnie, nie podziela naszych emocji i zwodniczych reakcji. Wskazuje drogę. Podpowiada. Nie jest podatny na współuzależnione myślenie. Z jego pomocą można lepiej zrozumieć własną rzeczywistość.
Zamieszczone cytaty pochodzą z książki: A.J. Twerski "Uzależnione myślenie. Analiza samooszukiwania", Jacek Santorski & CO Wydawnictwo, Instytut Psychologii Zdrowia, Warszawa 2001.

"Czy wiesz, że jesteś kimś bardzo ważnym?"

Usłyszałam rozmowę, a właściwie podsłuchałam , albo ładniej byłam świadkiem rozmowy pomiędzy kobietą i mężczyzną. Rozmowy o trudnym dzieciństwie, trudnym małżeństwie, nieudanych związkach, próbie wyjścia z sytuacji wydawałoby się wręcz beznadziejnej. Słuchałam z ciekawością. Może się czegoś nauczę, czegoś co ubogaci również mnie.
- Kolejny raz poznałam kogoś, kim muszę się opiekować. Dlaczego tak się dzieje? Sama potrzebuję wsparcia, a tu jak na złość ktoś, kto mi tego wsparcia nie da. Nie chcę być wieczną pielęgniarką!
- Czyżby?
- Pewnie. Mam pecha!
- Zaraz, zaraz. Pomyśl zanim powiesz o pechu. Poznajesz mężczyzn, którzy są inni - to znaczy chorzy, załamani, opuszczeni.Ty chcesz się nimi opiekować, poświęcać. Syndrom Mesjasza. Chodzące dobro. Tylko zauważ - ty im nie pomagasz, ty ich kontrolujesz.
- Też coś! Kontroluję!
- Pomyśl - to nie jest zdrowa relacja.
- Wiem. Zdaje sobie z tego sprawę. Przeszkadza mi to. Denerwuje. Uwiera. Czuję się jak w pułapce, ale nie umiem inaczej. Nie wiem, jak z tej pułapki wyjść.
- Nie wiesz, czy nie chcesz?
- Jak to nie chcę. Nie umiem znaleźć wyjścia.
Kobieta na chwilę zamilkła. Mężczyzna popatrzył na nią uważnie i stwierdził:
- Wchodzisz w sytuacje, które znasz, które miałaś. Wiesz, jak w danej sytuacji się zachować, jak postępować. Ja tutaj nie widzę przypadku, czy pecha. Odnajdujesz osobę, której będziesz "pomagać", czyli taką nad którą będziesz sprawować kontrolę. Spotkałaś ją niby przypadkiem, ale to nie był przypadek. Inną osobą tak byś się nie zainteresowała.
- No dobra - może i racja. Jak się zmienić? Nie umiem.
- Nie umiesz, czy nie chcesz?
- Denerwują mnie te pytania. Gdybym nie chciała nie zaczynałabym rozmowy.
- No więc...
- Dobra. Chyba to drugie - nie chcę. Masz rację. Teraz kiedy pomyślałam, chyba naprawdę pasuje mi to użalanie się nad sobą. Płakanie, narzekanie. Pozwalam się wykorzystywać, pomagać, bo wtedy czuję się potrzebna. Zaczynam istnieć i rzeczywiście kontroluję sytuację, bo im bardziej pomagam tym bardziej angażuję też drugą osobę - uzależniam ją od siebie. Okropne, ale tak jest. Jestem rozczarowana i załamana, kiedy ktoś mnie odsuwa od siebie, kiedy mówi, że nie jestem potrzebna. Stwarza dystans - boję się tej próżni. Boję się, że nie będę nikomu potrzebna. Przeszkadza mi to. Chcę się zmienić, ale się boję.
- Nie boisz się, nie chcesz!
- Znów to samo. Człowieku! No dobra - nie chcę. bo nie umiem sobie wyobrazić takiej sytuacji, kiedy ktoś będzie ze mną tylko po to, aby być. Niczego ode mnie nie żądać, nie stawiać mnie na baczność, akceptować mnie taką, jaka jestem. Dla mnie to kosmos. Nawet jak teraz o tym myślę to czuję panikę. Czuję się teraz  jak osoba, którą ktoś spycha na głęboką wodę, bo wie, że umiem pływać a ja ze wszystkich sił  się trzymam tego kogoś i krzyczę, że utonę, że nie dam rady. BOJĘ SIĘ. Zapomniałam, że umiem pływać. Buntuję się, bronię, tłumaczę. Jeszcze nie jestem gotowa, ale myślę, że już dużo dla siebie zrobiłam.
- Bardzo dużo. Czy wiesz, że jesteś kimś najważniejszym, osobą niezastąpioną i niepowtarzalną? Potrzebną?
Kobieta popatrzyła na rozmówcę zdziwionym wzrokiem i stwierdziła:
- Wiem. Jestem potrzebna dla moich dzieci. Muszę dla nich żyć.
- Niezupełnie. Tu chodzi tylko o ciebie...
- O mnie? Mnie nie ma... Jestem wtedy, kiedy jestem komuś potrzebna. Wtedy się pojawiam...
- Jesteś pewna?
- Czasami chciałabym zniknąć zupełnie. Wiem, to myślenie depresyjne, ale ja tak czuję. Istnieję dla kogoś, kto potrzebuje pomocy. To boli, ale tak jest.
Zobaczyłam jak po jej policzkach spłynęły łzy.
- Mnie nie ma - powtórzyła.
- To nieprawda...
Mężczyzna mówił coś jeszcze. Kobieta słuchała i odpowiadała.
Rozmowa, która zapadła mi w pamięć.

4 Słowa, które powinieneś usunąć ze swojego słownictwa, wtedy poczujesz się lepiej.


"Jeśli moim zamiarem jest traktować siebie i innych z szacunkiem to nie mam powodu do używanie następujących słów :
1. GŁUPI
Nazywamy siebie, ludzi i rzeczy głupie, jeśli nie robią, tego co chcemy i kiedy chcemy. Usunięcie tego słowa z twojego słownika pozwoli Ci przyjąć rzeczy takimi jakie są. Nie mamy prawa oceniać innych , stanów rzeczy bądź sytuacji.
2. JESTEM GRUBA
Jeśli używasz tego słowa w odniesieniu do siebie i innych natychmiast PRZESTAŃ! Słowo to rozprzestrzenia czystą nienawiść. Zastanów się czy chcesz przyczynić się do rozwoju czy degradacji świata, w którym żyjesz? Chcesz mieć pozytywny czy negatywny wpływa na wszystko co się wokół Ciebie dzieje?
3. POWINNAM
Jeśli sprawy miałyby się potoczyć w określony sposób, to pewnie by tak się stało. Jeśli miałabyś być w tym związku z tą osobą to by tak było. Jeśli miałabyś być dziś gdzie indziej niż jesteś to też by tak było. Jesteś dokładnie tam gdzie masz być, korzystaj z tego, ucz się z każdego doświadczenia jakie życie przed Tobą stawia. Pragnienie aby rzeczy były inne powstrzymuje nas od pełnego rozwoju.
4. NIENAWIDZĘ
Jest to jedno z najbardziej negatywnych słów w naszym słowniku. Niestety wypowiadane za często. Za każdym razem gdy wypowiesz to słowo, zatrzymaj się i zastanów się czy naprawdę tak jest, czy tak w danej sytuacji czujesz? Wykonując to ćwiczenie zwiększasz szanse usunięcia tego słowa na stałe ze swojego słownika."
Źródło.
znalezione na stronie: www.omsica.pl

"Przebudzenie" - czy nasze życie jest snem?

Przeczytane! Obiecałam, że coś napiszę  i chyba to nie będzie małe "coś" tylko dosyć duże "coś". (jakby powiedział Puchatek "małe co nieco").
W książkach Anthonego de Mello nie odkrywam nic nowego - raczej dostrzegam rzeczywistość jaka mnie otaczała, była, tylko ja "spałam". Bezpieczniej dla mnie było jej nie dostrzegać. Tylko czy naprawdę?
Książka jest bardzo złożona - są tam teksty dotyczące otaczającej nas rzeczywistości, sposobu patrzenia na nią. Są wplecione w tekst anegdoty i propozycje rozważań, ćwiczeń. Ja chcę się podzielić najciekawszymi, według mnie, fragmentami tekstu. Ciekawych całości zachęcam do sięgnięcia po książkę. Kiedy będziecie czytać sami ocenicie, czy warto było po nią sięgnąć.
"Przebudzenie to duchowość".
"Ludzie tak naprawdę nie chcą dojrzeć, nie chcą się zmienić,  nie chcą być szczęśliwi (...). Nie próbuj uczyć świni śpiewu. Stracisz swój czas, a świnię zdenerwujesz.  Ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie jest bolesne i wymaga wyrzeczeń". (s.9)
"To co czujemy i myślimy stanowi iluzję wyprodukowaną przez nasze głowy".
Nie ma altruizmu - nie istnieje. Pomagamy innym po to, aby pomóc sobie. Mylimy prawdziwą miłość z iluzją miłości. Jesteśmy zakochani w wyobrażeniu na temat osoby, którą obdarzamy gorącym uczuciem. Kochamy wyobrażenie a nie osobę. "Przecież nigdy nikomu nie ufasz. Z jednym wyjątkiem: ufasz jedynie swojemu sądowi na temat danej osoby" (s.11)
Człowiek jest pełen przeciwności. "Ilekroć się czegoś wyrzekasz, wiążesz się z tym na zawsze. (...) Kiedy przychodzi prostytutka mówi wyłącznie o Bogu (...). Kiedy przychodzi ksiądz, mówi jedynie o seksie" Tak długo, jak z czymś walczymy, tak długo dajemy temu moc. Nie wyrzekaj się niczego, poddaj się temu (...). Potrzeba ci nade wszystko zrozumienia. Jeśli zrozumiesz, pożądanie po prostu zniknie.
Uzależniamy się od innych - od ich opinii o nas, ich obecności, przyjaźni. Nie lubimy próżni.
Co daje nam wiara? "Otwartość na prawdę, bez względu na konsekwencje, bez względu na to dokąd prowadzi i nawet jeśli nie wiadomo dokąd cię zaprowadzi. To jest wiara! (...) Wiara daje nam olbrzymie poczucie bezpieczeństwa."
Ludzie nas oszukują, są inni niż myślimy? "Na co narzekasz? (...) Na co się żalisz? Spodziewałeś się czegoś lepszego? Spodziewaj się zawsze najgorszego. Masz do czynienia z egoistycznymi ludźmi. To ty jesteś idiotą - idealizowałeś ją (jego), czyż nie tak? (...)Myślałeś, że ludzie są bardzo mili! Nie są! Nie są mili! Są równie źli, jak ty - źli, rozumiesz? (...) A o co według ciebie mają zabiegać? O własny interes, tak jak i ty to czynisz. Nie ma między wami żadnej różnicy. Czy potrafisz sobie wyobrazić jaka to ulga, że już nigdy nie dasz się zwieść, nie będziesz już nigdy rozczarowany? Już nigdy nikt nie doprowadzi cię do rozpaczy. Nie będziesz czuł się odrzucony. Chcesz się obudzić? Pragniesz szczęścia? Chcesz wolności? Proszę bardzo - odrzuć tylko fałszywe idee. Przejrzyj grę ludzi. Jeśli przejrzysz własną grę, przejrzysz grę innych. Wówczas ich pokochasz. W przeciwnym razie spędzisz życie szarpiąc się ze swoimi fałszywymi pojęciami na ich temat, ze swoimi iluzjami, które notorycznie rozpadają się w zderzeniu z rzeczywistością. (...) Ale ty wolisz malować ludzi w jasnych kolorach, nie chcesz widzieć ich prawdziwych twarzy bo i nie pragniesz ujrzeć swojego prawdziwego oblicza. A więc płacisz za to odpowiednią cenę." (s. 24)
"Chcesz nadziei na coś lepszego niż to, co masz teraz, prawda? W przeciwnym razie pozbawiony byłbyś nadziei. Zapominasz jednak o jednym. Że masz teraz to wszystko, czego tak bardzo pragniesz. Choć o tym nie wiesz. Dlaczego nie skupiasz się na chwili obecnej, tylko żyjesz nadzieją na lepszą przyszłość? Dlaczego nie staramy się rozumieć teraźniejszości? Zapominamy o niej. Żywimy się nadzieją na przyszłość. Czy wobec tego przyszłość nie jest następną pułapką?" (s. 26)
Żyjmy teraźniejszością. Ktoś powiedział  - cieszmy się dniem dzisiejszym. "Nie martwcie się o swoje życie (...) Czy ktoś z was, zamartwiając się , może przedłużyć swoje życie choćby o chwilę? (...) Nie martwcie się o jutro, bo dzień jutrzejszy zatroszczy się o siebie. Każdy dzień ma dosyć swoich kłopotów" (Mt 6, 24-36). Wczorajszy dzień już był, jutrzejszy dopiero będzie a dziś jest teraz i więcej się nie powtórzy.
"Nigdy nic nie trwa wiecznie, wszystko podlega ciągłej zmianie. Chmury nadchodzą i odchodzą. (...) To ty jesteś niebem obserwującym chmury. (...) Nie staraj się na nic wpływać. Nie zatrzymuj niczego (uczuć, przeżyć, złości, zawodu, rozczarowań, itp.) Patrz! Obserwuj! Kłopot z większością ludzi polega na tym , że są straszliwie zajęci organizowaniem rzeczywistości, której nawet nie rozumieją. Zawsze coś ustalamy, organizujemy... Nigdy nie przyjdzie nam do głowy, że rzeczy nie potrzebują być organizowane. (...) Rzeczy potrzebują jedynie zrozumienia. Jeśli je zrozumiesz. one się zmienią." (s. 27)
Jeżeli pragniesz zmiany to "żadnych sądów, żadnych komentarzy, żadnych nastawień. Po prostu obserwacja , studia, ogląd bez pragnienia zmiany. Ponieważ jeżeli pragniesz zmiany tego co jest na to co, co powinno być - przestajesz rozumieć." (s. 28)
Adekwatne do tego są słowa Psalmu 49:
"Taka jest droga zadufanych w sobie i przyszłość
zakochanych we własnych słowach.
Są jak owce pędzone do  przepaści,
śmierć ich pasie, zejdą prosto do grobu.
Panować nad nimi będą sprawiedliwi,
rankiem zniknie ich postać (...)
Nie martw się, gdy ktoś się wzbogaci,
gdy wzrośnie zamożność jego domu.
Bo kiedy umrze, nic nie weźmie ze sobą,
a bogactwo za nim nie pospieszy
i chociaż w życiu schlebia sam sobie
(...) musi iść do pokolenia swych przodków.
(...) Człowiek żyjący bezmyślnie w dostatku
równy jest bydlętom, które giną"
"Są jedynie dwie rzeczy na świecie: miłość i  strach. Gdy obawiasz się czegoś, stajesz się zły. Pomyśl o jakiejś osobie, być może to ty jesteś źródłem jej strachu." (s.25)
"Zawsze jesteśmy niewolnikami tego, czego sobie nie uświadomimy: jeśli coś sobie uświadomisz, uwolnisz się od tego." (s.36)
"Kiedy twoje złudzenia zderzają się z rzeczywistością, kiedy fałsz zderza się z prawdą, wówczas pojawia się cierpienie. Poza tym nie ma cierpienia." (s.50)
"Postrzegamy rzeczy lub osoby nie takimi, jakimi one są, ale zależnie od tego, jacy MY jesteśmy. Zrozumiesz nagle, że wszystko co cię spotyka, jest dobre." (s.59)
"Tracisz rozmaite rzeczy przez to, iż nadmiernie pragniesz je osiągnąć" (s.69)
"Do rozwoju wiodą bolesne doświadczenia. Cierpienie wskazuje na istnienie w tobie takich obszarów, które są jeszcze nie rozwinięte, które muszą dojrzeć, ulec transformacji i zmianie. Obserwuj swoje uczucia i analizuj je." (s. 71)
"Nie staraj się tłumić pragnień, ponieważ stracisz energię życiową. Zrozum swoje pragnienia. Zobacz ile są tak naprawdę warte." (s. 71)
"Związki emocjonalne bardziej kaleczą, niż pomagają w relacji z innymi." (s. 90)
"Tylko wówczas, gdy boisz się życia, lękasz się śmierci." (s. 97)
I to chyba wszystko - wszystko to, co ja uznałam za ważne. Inni, którzy sięgną po książkę znajdą tam inne ważne dla siebie fragmenty.  A więc zapraszam do czytania  :lol:
Zamieszczone cytaty pochodzą z książki: "Przebudzenie", Anthony de Mello, wyd. Świat Książki, 1990; oraz z Biblii Tysiąclecia.

"Sztuka mówienia nie. Jak uchronić swoje życie przed manipulacją" i czuć się z tym dobrze.

Bardzo często z trudnością przychodzi nam odmawianie. Boimy się, że odmawiając komuś będziemy źle postrzegani, nielubiani, odrzuceni, niepotrzebni. "Lecimy" z pomocą a później mamy kaca moralnego, bo w tym pomaganiu zatracamy siebie, swoje potrzeby i swój cenny czas. Nic nie zyskujemy, czasami nawet nie mamy przysłowiowej satysfakcji a tracimy wiele - w tym swoją osobistą wolność. Pytamy wtedy rozgoryczeni, czy było warto?
Mamy wokół siebie wielu ludzi. Z wieloma z nich wchodzimy w relacje znajomości i przyjaźni. Mamy obok siebie naszych partnerów życiowych, współmałżonków, dzieci. Każdej z tych osób staramy się w jakiś sposób pomóc. Kiedy pomaganie jest "zdrowe"? W jaki sposób  odmówić pomagania i nie czuć się z tym źle? Kiedy mówienie "nie" jest dobre? Jak się tego nauczyć? Często zadawałam sobie takie pytania, kiedy widziałam swoją bezradność w sytuacjach, gdzie pomagałam tracąc swój czas. Zyskiwałam za to wiele nerwów, niepewności a często też zamiast podziękowań słyszałam słowa niezadowolenia czy wręcz krytyki.
Jak nauczyć się odmawiać?
Swoim sposobem sięgnęłam po książkę. I znalazłam! Książkę napisaną przez chrześcijan :-), z wieloma fragmentami zaczerpniętymi z Biblii, ale nie napisanej w sposób "nawiedzony". Cytaty z Biblii pomagają zrozumieć, albo pokazują sposób postępowania. Autorzy wyjaśniają na ich podstawie zdrowe sposoby zachowań, to znaczy takie, które nam i innym przynoszą korzyść. Warto sięgnąć, przeczytać i zacząć stosować.
Podzielę się kilkoma spostrzeżeniami, które wynotowałam czytając "Sztukę mówienia nie". Resztę doczytacie w książce, bo to, co napiszę to mój punkt patrzenia na problem. Wy będziecie mieli swój.
"Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawa Chrystusowe" (Ga 6,2) - werset ten wskazuje na naszą odpowiedzialność w stosunku do innych.  Często ludzie bywają obarczeni ciężarami, z którymi sobie nie radzą. Brakuje im sił, przekonania lub wiedzy, aby rozwikłać jakiś problem i potrzebują pomocy. Czy ten werset mówi o tym, że powinniśmy zapomnieć o sobie i robić za innych to, czego oni nie są w stanie zrobić? Może jest to okazywanie ofiarnej miłości Chrystusa? Chrystus uczynił to samo dla każdego z nas...
Z drugiej strony w wersecie 5 czytamy, że każdy poniesie własny ciężar. Każdy człowiek nosi jakieś brzemię, którego nikt za niego ponieść nie może. Jest to indywidualny "ładunek", z którym codziennie trzeba się uporać. Pewnych rzeczy nikt za nas nie zrobi. To właśnie znaczy być odpowiedzialnym za siebie.
Słowo greckie użyte w wersecie 2 jako "brzemię" tłumaczy się jako "nadmierny ciężar", albo "ciężar, który przytłacza". Taki ciężar jest jak głaz. Potrafi zmiażdżyć człowieka. Głazów w zasadzie nie należy dźwigać samemu. Takie głazy to momenty kryzysów i tragedii życiowych.
Z kolei greckie słowo przetłumaczone jako "ciężar" (wers 5) oznacza "ładunek", albo "ciężar codziennego trudu". Wskazuje na nasze codzienne zadania. Własny "plecak" można a wręcz należy nieść samemu (s. 29-30).
W relacjach z innymi, które w nas w jakikolwiek sposób godzą, są przyczyną frustracji, smutku, strachu - w takich sytuacjach należy zdać sobie sprawę , że jedynym rozwiązaniem jest usunięcie się. Niczego nie zmienimy a sami siebie będziemy "męczyć". Trudno się odsunąć, bo chcemy pomagać, ale czy nasze samopoczucie nie jest ważniejsze? Wytyczanie granic. Biblia każe nam oddalić się od tych, którzy nas ranią i znaleźć dla siebie spokojne miejsce. Nasze usunięcie może wywołać u osoby opuszczonej poczucie straty, które niekiedy owocuje zmianą postępowania (por. Kor 5, 11-13) (s. 36)
Boimy się sprzeciwić trudnym i raniącym nas relacjom, bo boimy się samotności. Nie bójmy się tego! Samotność jest oczyszczająca i otwiera nas na inne relacje. Należy otworzyć się na wsparcie ze strony innych ludzi, wtedy odkrywamy, że "krzywdziciel" nie jest jedynym źródłem miłości na świecie. Znajdując wsparcie innych zaczniemy budować zdrowe granice swojego własnego "ja". Potrzebujemy innych także ze względu na to, co sobą reprezentują i czego możemy się od nich nauczyć. Otwórzmy się na wsparcie i pomoc INNYCH.  (s.38)
Kiedy już wyjdziemy do innych w zdrowych relacjach musimy nauczyć się wyznaczać własne granice. W wyznaczaniu własnych granic trzeba być konsekwentnym. Konsekwencje są ostrymi kolcami na drutach naszych zasieków. One to uświadamiają innym szacunek z jakim traktujemy samych siebie. Dzięki nim ludzie poznają, że wyznaczane przez nas zasady są nam drogie i zawsze jesteśmy gotowi stanąć w ich obronie. (s.39)
Księga Przysłów mówi, że ustalenie granic i uznanie swojego zakresu odpowiedzialności ocala życie ( zob. Prz 13,18-24).
Rodzice, którzy mówią dzieciom, że stawianie własnych zapór, albo odmawianie żądaniom innym jest czymś złym, sugerują tym samym, iż każdy może sobie wobec nich poczynać, jak mu się żywnie podoba. (s. 53). Często mówimy dzieciom: ustąp, podziel się, zrób coś, bo sprawiasz komuś smutek. Dziecko słucha naszych poleceń, bo jesteśmy rodzicami. Wyrządzamy mu szkodę, bo później nie będzie umiało odmówić. Będzie cierpieć, ale zrobi tak jak chciała mama, albo jak chciał tata, chociaż rodziców nie będzie, bo dziecko będzie dorosłe. Zablokowanie umiejętności mówienia NIE upośledza dziecko na całe życie. Taką postawę nazywamy uległością. Nie możemy zmienić drugiego człowieka możemy tylko na niego wpływać. Powinniśmy zmienić siebie, aby nie podlegać destrukcyjnemu wpływowi innych. (s.99)
Naszą główną troską w odniesieniu do drugiego człowieka powinno być nie to, czy postąpi tak, jak my byśmy na jego miejscu postąpili, albo czy zrobi to, co chcielibyśmy, żeby zrobił, lecz czy miał wolność wyboru sposobu działania (s.100). Kto uznaje wolność drugiego człowieka, lepiej czuje się z własną. 
Trzeba otwarcie i uczciwie mówić o tym, co nas boli w zachowaniach czy w słowach drugiego człowieka. Niech każdy z was mówi prawdę do bliźniego, bo jesteście nawzajem dla siebie członkami (Ef 4, 25) (s.105)
Fałszywe motywacje uniemożliwiają wytyczanie sensownych granic. Wytyczanie granic, czyli mówienie NIE jest dobre. Chronimy siebie i swój czas. Stajemy się osobami, które cenią siebie i tak jesteśmy postrzegani przez innych. - jako ważne, godne zaufania, które się ceni i szanuje. Warto nauczyć się mówić NIE!
Wiele problemów dotyczących granic wynika z lęków związanych bezpośrednio z daną relacją. Prześladują nas obawy przed utratą sympatii, miłości i aprobaty drugiego człowieka oraz kontaktu z nim, przed jego gniewem, odsłonięciem się przed nim, itd. Wszystkie te obawy są w istocie brakiem miłości a Bóg chce, byśmy nauczyli się prawdziwie kochać. Problemy dotyczące relacji międzyludzkich można rozwiązać w ramach tych relacji. (s.113) Osoby, które odsuną się od nas kiedy powiemy "nie" w istocie nigdy nie były nam bliskie, chciały wykorzystać naszą dobrą wolę i nasz czas. Nie kochały nas...
Autorzy wyliczają następujące mity dotyczące granic:
  • Granice to egoizm - nie - dzięki nim lepiej troszczymy się o innych (inni sami robią to co powinni a nie oglądają się na nas).
  • Granice to nieposłuszeństwo - nie - człowiek, który nie umie powiedzieć NIE, nie potrafi też naprawdę powiedzieć TAK. Brak mu autentycznej, płynącej z serca motywacji do posłuszeństwa, miłości, odpowiedzialności.
  • Granice to narażanie nas na ból i przykrość - nie- ustanawianie granic wiąże się bezpośrednio z mówieniem prawdy.
  • Granice to ranienie innych - nie- granice strzegą nas przed utratą tego, co dla nas cenne.
  • Granice to gniew - nie-  eksplozja gniewu jest charakterystyczna dla okresu uświadamiania sobie naruszeń, z których przedtem ludzie ci nie zdawali sobie sprawy. Dostrzegając u siebie gniew  odsłońmy go w relacji z osobą, której dotyczy. Wyznajmy do . Drugim krokiem jest odbudowanie zranionych obszarów duszy. Rozwój granic owocuje z czasem większym poczuciem bezpieczeństwa. Granice obniżają poziom gniewu.
  • Cudze granice nas ranią - nie- jeśli jest w naszym życiu osoba, której odmowy nie potrafimy znieść, to w gruncie rzeczy sprawuje ona kontrolę nad naszą egzystencją. Niezdolność do zaakceptowania cudzych granic może wskazywać ma problemy z odpowiedzialnością za własne sprawy.
  • Granice wywołują poczucie winy - nie - wszystko co ludzie nam ofiarują - miłość, czas, czy pieniądze - winniśmy przyjmować jako dar. W pojęciu daru nie ma miejsca dla jakichkolwiek zobowiązań. Odpowiedź na dar powinna się sprowadzać jedynie do wdzięczności. Prawdziwy dawca nie oczekuje nic w zamian. Ofiaruje powodowany miłością i pragnieniem wyświadczania komuś przysługi. Niczym więcej. Gdy dawca sprawia wrażenie obrażonego lub rozgniewanego szczerym podziękowaniem, jego dar był najprawdopodobniej tylko pożyczką. Jeśli zaś wystarczy mu okazanie wdzięczności, mamy do czynienia z prawdziwym darem, który nie powinien wywoływać żadnego poczucia winy.
  • Granice to palenie za sobą mostów - nie - jesteśmy współwłaścicielami naszych granic. Jeżeli widzimy taką potrzebę, mamy prawo je skorygować. (s. 120 - 137)
Jak komunikujemy uczucia, które czujemy w różnych sytuacjach związanych z wytyczaniem granic? Nie powinniśmy używać takich zwrotów jak: uważam, myślę, wydaje mi się. Trzeba mówić: smutno mi, przykro mi, boję się, czuję się samotny. Odsłonięcie własnej słabości i podatności na zranienia jest początkiem bliskości i troski. (s.174)
Zamiast być odpowiedzialnym za naszych najbliższych, czyli zamiast ratować ich z opresji, winniśmy sprzeciwiając się każdemu dostrzeżonemu złu, wykazywać się odpowiedzialnością w stosunku do nich. Odpowiedzialne postępowanie jest bardzo trudne, ale niezbędne. Autorzy przedstawiają ciekawą tabelę Prawa naszej mocy przed wytyczeniem granic i po wytyczeniu granic i np. co zrobi osoba, na którą ktoś krzyczy. Przed wytyczeniem granic powiemy a nawet będziemy krzyczeć: "Przestań na mnie wrzeszczeć. Zachowuj się jak człowiek" a po "Możesz krzyczeć, ale ja na ten czas zmieniam pomieszczenie" - łatwo a jak ciężko na to wpaść. Zwykle słysząc krzyczącego odpowiadamy krzykiem!
To na razie tyle. Książka jest bardzo pomocna w budowaniu własnych granic a tym samym budowaniu szacunku do samego siebie.
Warto przeczytać i znaleźć coś dla siebie.
Na podstawie książki "Sztuka mówienia nie. Jak chronić swoje życie przed manipulacją", Henry Cloud John Townsend, VOCATIO, Warszawa 2014.
 Ciekawy artykuł: Choroby psychosomatyczne - jak im zapobiegać? i Choroby psychosomatyczne - o wpływie emocji na nasze zdrowie.

Pozytywnie - gdy wszystko idzie źle. Kryzys jako przełom życiowy.

Jeśli wydaje ci się, że wszystko idzie źle – po prostu przypomnij sobie 8 zasad. Będzie lżej.
„Siedzę na swoim łóżku szpitalnym czekając na operację – obustronną radykalną mastektomię. Dziwne, ale czuję się szczęśliwa. Do tej pory nie miałam kłopotów ze zdrowiem. Mam 69 lat… W ciągu kilku godzin zobaczyłam kilkadziesiąt osób chorych na raka na wózkach inwalidzkich. Żadna z tych osób nie miała więcej, niż 17 lat…”
"To fragment pamiętnika mojej babci z 16 września 1977 roku. Ten fragment przypomina mi każdego dnia, że zawsze jest coś, za co należy być wdzięcznym. Niezależnie od tego jak się czuję – dobrze czy źle – każdego dnia po przebudzeniu powinienem podziękować za życie, ponieważ ktoś gdzieś tam właśnie w tej chwili rozpaczliwie o nie walczy" – pisze na swoim blogu Mark Czernov.
***************************
Prawdziwe jest stwierdzenie, że szczęście nie polega na braku problemów tylko na umiejętności radzenia sobie z nimi. Dlatego – dla przypomnienia:
1. Ból jest częścią wzrastania.
Czasem życie zamyka drzwi, bo czas ruszyć tyłek. To dobrze, bo często nie zaczynamy się poruszać, dopóki okoliczności nas do tego nie zmuszą. Gdy przychodzi ciężki czas, przypomnij sobie, że nie ma bezcelowego bólu. Ruszaj się OD tego, co sprawia ci ból, ale nigdy nie zapominaj lekcji, jaką on niesie. To, że walczysz, nie oznacza, że odnosisz porażkę. Każdy wielki sukces wymaga godnej walki. Pozostań cierpliwy i pewny siebie. Wszystko się ułoży – może nie w mgnieniu oka, ale się ułoży. Pamiętaj, że są dwa rodzaje bólu: ból, który sprawia ból oraz ból, który cię zmienia. Zamiast stawiać opór bólowi, pozwól mu sobie pomóc.
2. Wszystko w naszym życiu jest czasowo ograniczone i przemija.
Zawsze, gdy pada deszcz, wiemy, że się skończy. Za każdym razem, gdy boli – rana się w końcu zagoi. Każdy nowy dzień przypomina, że po ciemności przychodzi światło, tym niemniej zapominamy o tym i wydaje nam się, że noc będzie trwała wiecznie. Nic nie trwa wiecznie. TO TEŻ MINIE. Jeśli teraz jest ci dobrze – rozkoszuj się tym, bo to nie będzie trwało w nieskończoność. Jeśli jest ci źle – to też minie. To, że życie w danym momencie jest trudne nie oznacza, że nie możesz się z tego śmiać. Jeśli cokolwiek cię niepokoi, nie znaczy, że nie masz prawa się uśmiechnąć. Każda chwila darowuje ci nowy początek i nowe zakończenie. Co sekundę otrzymujesz drugą szansę. Po prostu zechciej ją wykorzystać.
3. Nerwy i narzekania niczego nie zmienią.
Ci, którzy narzekają, otrzymują najmniej. Nic nie jest przesądzone, jeśli przegrałeś, ale wszystko jest przesądzone, jeśli tylko narzekasz bez podejmowania żadnych działań. Jeśli w cokolwiek wierzysz – nie rezygnuj z prób. Nie pozwól cieniom przeszłości spieprzyć sobie teraźniejszość i tym samym – przyszłość. Wykorzystaj swoje doświadczenie, by się z niego uczyć zamiast na nie utyskiwać. Niezależnie od tego, co się stanie w efekcie – prawdziwe szczęście przyjdzie wtedy, gdy przestaniesz skarżyć się na swoje problemy, a zaczniesz być wdzięczny za wszystkie te problemy, których nie masz.
4. Twoje blizny są świadectwem Twojej mocy.
Nigdy nie wstydź się blizn, jakie zostawiło na tobie życie. Blizna oznacza, że już nie boli, że rana się zagoiła. To oznacza, że zwyciężyłeś ból, że odrobiłeś lekcję, że jesteś silniejszy i posunąłeś się przynajmniej krok naprzód w swoim rozwoju. Blizna to tatuaż tryumfu. Nie pozwól, by twoje blizny zrobiły z ciebie swojego zakładnika. Nie pozwól, by zmusiły cię do życia w strachu. Nie możesz spowodować, by zniknęły, ale możesz rozpatrywać je jako źródło mocy.
„Rana jest miejscem, w którym Światło wnika w ciebie”. Rumi
Spójrz na swoje blizny jak na komunikat: „TAK! DOKONAŁEM TEGO! Przeżyłem i mam blizny, by to udowodnić! Teraz mam szansę, by stać się silniejszy!”
5. Każdy niewielki ruch jest ruchem naprzód.
Cierpliwość nie polega na wiecznym oczekiwaniu na cud. Cierpliwość polega na umiejętności zachowania dobrego samopoczucia przez całą drogę do realizacji swoich marzeń. Jeśli rozpoczynasz drogę – idź do samego końca, bo inaczej po co zaczynać? To może być równoznaczne z utratą stabilizacji i komfortu przez jakiś czas. Możliwe, że będziesz potrzebował zrezygnować z ulubionych dań lub przeformułować cały swój tryb życia – to oznacza wyjście ze swojej strefy komfortu. Możliwe, że zaryzykujesz utratę relacji i wszystkiego, co tak dobrze znasz. Możliwe, że przez jakiś czas będziesz samotny. Możliwe, że właśnie samotność przyniesie ci wiele nieznanych dotąd szans. To jest - w jakimś sensie – dobry test na to, czy rzeczywiście zależy ci na realizacji swojego marzenia. Wówczas zrozumiesz, że momenty walki nie są przeszkodą, że są drogą samą w sobie. I że ta droga jest tego warta. Nie ma wspanialszego uczucia na świecie, niż świadomość tego, że ŻYJESZ.
6. Negatywizm innych nie jest Twoim problemem.
Zachowaj pewność siebie, gdy otacza cię negatywna energia. Uśmiechaj się, gdy chcą cię pokonać. To łatwy sposób na podtrzymanie własnego entuzjazmu. Gdy ludzie źle o tobie mówią – pozostań sobą, nie pozwól, by cię zmieniali na swoją modłę. Nie myśl, że ludzie robią coś dla ciebie czy z twojego powodu – oni robią to wyłącznie dla siebie.
Przede wszystkim – nigdy nie zmieniaj się po to, by wywrzeć wrażenie na kimkolwiek, kto twierdzi, że nie jesteś dość dobry. Zmieniaj się jedynie wtedy, gdy czujesz, że to uczyni cię lepszym człowiekiem i doprowadzi do lepszej przyszłości (twojej przyszłości – nie ich). Ludzie będą gadać niezależnie od tego, co robisz i jak dobrze to robisz. Żarty na bok – masz tylko JEDNO życie. Czyń zatem tak, by być szczęśliwym i bądź z tymi, z którymi czujesz się dobrze.
7. Co ma być – będzie.
Nabierasz mocy, gdy zamiast krzyczeć i narzekać – uśmiechasz się i doceniasz życie. Bądź jednak zawsze gotów do otwarcia serca i rozumu, by pojąć, że nie zawsze możesz zmusić rzeczy do tego, aby się działy. Czasem trzeba odpuścić i pozwolić, by stało się to, co miało się stać.
Kochaj swoje życie, ufaj swojej intuicji, ryzykuj, trać i znajduj, ucz się doświadczając. To długa podróż. Przestań wciąż się denerwować, wątpić, przestań się bać. Śmiej się, żyj w każdej sekundzie i ciesz się życiem – choćby samą tego życia obecnością. Możesz nie wiedzieć dokładnie, dokąd zamierzałeś pójść, ale w rezultacie i tak przybędziesz tam, gdzie powinieneś się znaleźć.
Nie bój się zezłościć. Nie bój się znów pokochać. Nie pozwól, by pęknięcia w twoim sercu zamieniły się w niegojące się, rozdrapywane rany. Twoja moc zwiększa się każdego dnia. Zrozum, że odwaga jest piękna. Znajdź w swoim sercu to, co powoduje uśmiech na twarzach innych ludzi. Pamiętaj, że nie potrzebujesz akceptacji „wszystkich” ludzi na świecie, starannie dobieraj przyjaciół – nie ilość, a jakość. Bądź silny, gdy będzie trudno, ciężko, źle. Zawsze możesz spojrzeć wstecz, zobaczyć ile zrobiłeś, ile osiągnąłeś. Bądź z tego dumny, bądź dumny z siebie. Działaj, idź, rób więcej. Żyj prościej.
Po prostu pozostań sobą.
Rośnij. Ruszaj się.
Źródło: Po Pierwsze Ludzie

O kryzysie ks. Augustyn Pelanowski



Głos serca.

Przypowieść o głosie serca


Nie patrz z pogardą na owego człowieka: wielki jest wyczyn tego, kto zaczął zło w sobie w dobro przemieniać!
Żył raz sobie pewien człowiek. Niczym szczególnym nie różnił się on od ludzi  żyjących w okolicy. Nie był biedny, ale też nie był bogaty. Nie był już młody, ale też nie był jeszcze stary.
I nie był ów człowiek silny duchowo…
Chociaż były w duszy nasiona dobra, lecz nie kiełkowały…
Żył owy człowiek tak, jak wszyscy wokół niego żyli… Kierowały nim zachcianki i wady jego… Obezwładniały go lęki i słabości. I nie było mu dobrze w tym: szarością dni upływało mu życie… Nie było w nim ani radości, ani spełnienia…
Codziennie wieczorem ów człowiek myślał: „Od jutra będę postępował lepiej, nie ulegnę już więcej słabościom i wadom swoim!”.
Za każdym razem, gdy nadchodziło jutro, znów kierowały nim zachcianki i wady jego, obezwładniały go lęki i słabości jego…
Pewnego razu ów człowiek zamyślił się: „Czemu nie mogę żyć tak, jak sam bym tego chciał? Dlaczego nie postępuję tak, jak czynić się powinno? Dlaczego kierują mną wady i obezwładniają mnie lęki moje?”.
Zaczął on się zastanawiać i nie widział przyczyny, dla której miałby nie żyć tak, jak uważał za słuszne, nie postępować w sposób, który uważał za właściwy. Zapytał wówczas ów człowiek Boga:
- Ojcze mój i Stwórco! Czemu nie potrafię żyć tak, jakbym chciał, postępować tak, jak uważam za słuszne? Czemu stałem się niewolnikiem swoich wad, zachcianek, lęków i słabości? W czym tkwi przyczyna?
Odparł mu Bóg:
- Przecież nie ma tu żadnej przyczyny! Masz prawo postępować tak, jak sam chcesz postępować!
Mówi wówczas człowiek:
- Poradź, proszę, co począć, co zrobić, żeby wady moje i słabości przestały kierować mym życiem?
I odpowiedział Bóg:
- Za każdym razem zanim coś zrobisz lub powiesz — posłuchaj głosu swego serca duchowego i zrób tak, jak ono każe! Wówczas opanujesz słabości, lęki, pozbędziesz się wad i zachcianek!
Postanowił więc człowiek pójść za Bożą radą.
Wstał następnego ranka pełen zdecydowania za każdym razem radzić się serca duchowego — zanim jakiegoś czynu dokona, zanim słowo wypowie…
A każdego ranka jego stary ojciec mówił mu słowa niemiłe, marudził i zwymyślał. Mówił, że do niczego jego syn się nie nadaje, że całe pokolenie synów ludzkich żyje niewłaściwie i wymieniał wszystkie krzywdy, i smutki swoje. Oskarżał syna swego za wszystko, czego tamten był i nie był winien…
Oto zaczął ojciec syna ganić i mówić mu słowa przykre. I zakipiał gniew w człowieku od słów tych gorzkich, oskarżających…
Chciał już, jak zawsze ojcu w odpowiedzi słowa jadowite rzec, ale przypomniał sobie Bożą radę. A zdążyło serce jego wyszeptać:
- Powstrzymaj słowa obraźliwe, bowiem kocha cię ojciec twój. Przecież martwi się z powodu twoich kłopotów! I ty go kochasz! Powstrzymaj słowo gniewne  i poproś o wybaczenie!…
Więc w odpowiedzi na zwymyślanie ojcowskie ukłonił się ów człowiek i rzekł:
- Wybacz mi!
I zgasł gniew. Objął człowiek ojca i poszedł do swoich spraw. A ojciec jego zdziwił się i przestał odtąd go rugać …
Wieczorem wraca ów człowiek do domu po ciężkiej pracy. Kupił jedzenie rozmaite i myśli o tym, jak będzie kosztował przysmaki różne… A przejawiał on skłonność do obżarstwa…
I wstąpił do domu młodej wdowy, żyjącej z małymi dziećmi. Kobieta musiała mu dług oddać, ale wciąż nie mogła nazbierać pieniędzy…
Już od dawna miał zamiar powiedzieć, że chce darować jej dług. I postanowił, że dzisiaj wreszcie to zrobi. Wszedł zatem do domu biednej wdowy i oznajmił, że daruje jej dług. Wdowa nisko mu się kłaniała, dziękowała. Chciał już iść, a serce szepcze cichutko:
- Zostaw dzieciom to jedzenie, które sobie kupiłeś! Będą się cieszyły!
Człowiek ów z wielkim trudem nakaz serca wykonał. Ale gdy oddał przysmaki dzieciom, które z radości zatańczyły, to radość w nim wielka wezbrała! Idzie do domu z lekkością, przepełniony jest szczęściem. A serce w piersi jakby pieśń śpiewało! Nie zawsze udawało się człowiekowi usłyszeć głos serca, nie zawsze czynił on to, co mu szeptało. Jednak z dnia na dzień coraz bardziej starał się on żyć tak, jak kazało serce. Z każdym dniem coraz mniej kierowały nim jego zachcianki i wady, coraz mniej krępowały go jego lęki i słabości. Kiełkowały w jego duszy nasiona serdecznej miłości!
Pewnego razu zobaczył ów człowiek silnych i złych ludzi, którzy bili dobrego młodzieńca. Ludzie zaś, którzy obok przechodzili, tylko przyspieszali kroku, odwracali się, nie wtrącali — żeby im samym od tamtych złych nic złego się nie stało. A ów człowiek odwagą się nie odznaczał. Chciał także przejść obok, co go przecież obchodzi…
Serce zaś jego — nie szepcze, lecz krzyczy:
- Jeśli nie pomożesz, to zabiją dobrego człowieka! A ty uratować go możesz!
A ów człowiek boi się, nie jest w stanie pokonać swojego strachu. Ani pójść nie może, ani pomóc…
A serce nie ucisza się:
- Ratuj szybciej!
Zawołał wtedy człowiek Boga, ponieważ nie potrafił poradzić sobie ze strachem. I nie szeptem, nie w myśli, lecz na cały głos zakrzyczał:
- Boże! Przyjdź tutaj! Boże! Przyjdź tutaj!
Ludzie, którzy przechodzili obok, ze zdziwienia zatrzymali się. I ci, którzy mijali ich z daleka, też się zbliżyli. Zaczęli także inni ze wszystkich stron podbiegać do tego miejsca, zatrzymywać się i patrzeć: o co tu chodzi i gdzie tu jest Bóg? I taki tłum się zgromadził, że wystraszyli się źli ludzie, puścili młodzieńca i zniknęli czym prędzej. Młodzieniec wtedy podniósł się z ziemi i dziękował temu człowiekowi:
- Jaki jesteś odważny! Uratowałeś mnie!
Idzie człowiek do domu, a serce w piersi jak słoneczko świeci i mówi mu:
- Miłość jest silniejsza od wszelkich strachów!
… Mijał czas. Lżejsze i radośniejsze stawało się życie tego człowieka.
Pewnej niedzieli poszedł ów człowiek na spacer. Naprzeciw idzie wdowa — ta, której podarował on dług. Uśmiecha się do niego czule, kłania się nisko. I człowiek zapatrzył się na jej urodę. A miał on słabość do kobiet, choć uznawał swoje pożądanie za wielki grzech. Odwrócił wzrok swój, aby nie patrzeć na nią. Nagle przypomniał sobie o sercu i zapytał go o radę. A serce mu mówi:
- Popatrz lepiej i z uważnością duszy. Czy miła ci ta kobieta?
Spojrzał człowiek na nią i wszystko w nim od miłości się rozbłysło!
Mówi on do serca:
- Nie ma lepszej od niej! Wszystko bym jej dał!…
- Więc czym się martwisz? Nie jest żądzą to, czego pragniesz nie dla siebie, ale innemu chcesz dać! To właśnie miłość w tobie się obudziła! Idź i powiedz jej, że ją kochasz!
Człowiek tak właśnie zrobił. Podszedł i powiedział:
- Kocham cię! Bądź mi żoną!
Wszyscy znajomi i sąsiedzi wokół zaczęli mówić:
- Oto dureń! Dopiero wszystkie sprawy zaczęły mu się układać korzystnie i mógłby przecież sobie znaleźć bogatą narzeczoną! On natomiast wdowę z małymi dziećmi bierze sobie!… Przecież wdowa i tak, bez zamążpójścia, nie odmówiła by…
A człowiek pieśń serca słyszy:
- Kto szczęście daje, ten szczęście dostaje. Za pieniądze szczęście się nie sprzedaje!
I płonie serce coraz to jaśniej, coraz większą miłością! I przemienia ono słowa i czyny jego!
Wkrótce ożenił się ów człowiek z ową kobietą. Ich wzajemna serdeczna miłość życie im oświetlała, dom ogrzewała! Razem chowali dzieci i rodziców swoich czcili.
I dziękował człowiek Bogu:
- Ojcze mój i Stwórco! Rada twoja całe moje życie odmieniła, szczęście mi podarowała! Teraz przezwyciężyłem zachcianki swoje i wady swoje, pokonałem słabości swoje i lęki swoje!
Odpowiada mu Bóg:
- Ten, kto głos serca duchowego nauczył się słyszeć — ten jeszcze więcej może dokonać! Bowiem głos serca to głos Miłości! A wszystko, co przy pomocy mi- łości się tworzy i czyni, to ode Mnie pochodzi! Bowiem Ja jestem MIŁOŚCIĄ!
KONIEC
Anna Zubkowa "Boskie przypowieści"

"Jak pokonać strach?" - pomocne rady dla tych, którzy często się boją.

Ostatnio przechodziłam przez olbrzymi strach (można dodać z przekąsem - a kiedy go nie przechodziłam?).  Zmieniłam swoje życie i dalej zmieniam, aby się nie bać i choroba, jakoś nie wychodzi. Wiecznie coś... "Przyjaciel" strach nie chce mnie zostawić. Przypętał się i wyłazi czasami z najmniej oczekiwanej strony.
W "Zwierciadle" znalazłam porady, jak stłumić strach. Uciec się od niego nie da, może więc stłumić, oszukać, zamienić na coś innego, coś konstruktywnego, na coś... lepszego.
Czytając te porady pomyślałam, że dotyczą one takiego niewielkiego strachu, często wymyślonego przez nas, bo coś nas niepokoi, coś czeka, coś, co tak naprawdę nie zagraża naszemu życiu, powoduje tylko dyskomfort. Wszystko zależy w jakiej sytuacji się znajdujemy i kogo mamy obok siebie.
1. Wyłącz gadzi mózg. W prymitywnej części naszego mózgu, w ciele migdałowatym, rodzi się strach, jako jedna z pierwotnych emocji. Płaty czołowe oraz inne „nowsze” części mózgu wprowadzają logikę do naszego myślenia. W chwilach niepokoju warto się do niej odwołać. Gdy zaczniesz się czegoś bać, pomyśl trzeźwo o realnych zagrożeniach, które tak naprawdę nie istnieją, bo są podyktowane twoim lękiem.
2. Wzmocnij strach, mówiąc o nim. Ta metoda naprawdę działa. Opowiedz komuś, czego się boisz, używając dramatycznych słów i emocji. Powtórz to przynajmniej 3 razy, za każdym razem wyolbrzymiając historię. Zobaczysz, że w końcu zaczniesz się śmiać.
3. Odwróć uwagę. Żeby nie doprowadzić do nakręcenia spirali czarnych myśli, zajmij się czymś. Najlepiej, żeby była to czynność mechaniczna, ale angażująca cię. Może okna wymagają umycia albo podłoga prosi o to?
4. Napisz list miłosny do swojego strachu. Wyobraź go sobie. Jak widzisz swój strach? Jako bestię z obnażonymi kłami? A może jest czarnym kosmatym kłębkiem? Zimną mgłą? Postaw strach obok siebie i napisz do niego coś miłego. Pomyśl o tym, że to jest odrębny od ciebie byt, który też chce żyć. Ok, daj mu takie prawo, byleby tylko przestał udawać, że jest tobą.
5. Zmęcz się. Jazda na rowerze, szybki spacer, pływanie, siłownia, wyrywanie chwastów w ogródku. Każdy wysiłek jest przeciwdepresyjnym ćwiczeniem, ponieważ podnosi poziom dopaminy i serotoniny w mózgu.
6. Obejrzyj film. Odczujesz ulgę, jeśli przez pewien czas pobędziesz w pewnej odległości od swoich myśli. Umożliwi ci to obejrzenie filmu, który bez reszty cię pochłonie.
7. Zjedz jakiś antydepresant. Nie idź jednak na łatwiznę i nie sięgaj po batonika czekoladowego bądź ciasteczko, bo poprawisz sobie humor tylko na chwilę, a niepokój wróci do ze zdwojoną siłą. Jeśli niepokój do ciebie wraca, zastanów się, czy nie pijesz zbyt dużo kawy, kofeina nasila lęk. Lęk skutecznie obniżają: orzechy, soja , mleko i jogurt, zielone warzywa, zupy warzywne, rośliny strączkowe, owoce cytrusowe, kiełki pszenicy, wiśnie i jagody.
8. Powróć do oddechu. Jeśli skupisz się na swoim oddechu, licząc głębokie wdechy i wydechy, uspokoisz paplaninę umysłu, która wzmacnia twój niepokój.
9. Sprowadź życie do minut. Jeśli niepokoisz się czymś, co wydarzy się o 15.30 a jest dajmy na to godzina 12, wyobraź sobie, że masz przed sobą tylko te 3 i pół godziny, to jest całe twoje życie, nie masz się czym stresować.
10. Użyj wizualnej kotwicy. Jaki widok najbardziej ciebie uspokaja. Najczęściej jest to natura. Chmury, woda, drzewa. Jeśli nie masz przyrody w pobliżu, poszukaj kojących zdjęć w internecie.
11. Powtarzaj mantrę. Doskonale działają buddyjskie mantry typu: „Mogę być wypełniona miłującą dobrocią”, „Mogę być szczęśliwa i zdrowa”, „Mogę doświadczyć obfitości”.
12. Śmiej się. A jeśli wszystko inne zawiedzie, śmiej się. Śmiech poprawia odporność, zmniejsza ból fizyczny i emocjonalny, leczy rany, zwiększa poczucie bezpieczeństwa. Jeśli zaczniesz lękowi śmiać się w nos, przestanie cię za niego wodzić.
Źródło: Zwierciadło, Jak pokonać strach?
Znalazłam też taką poradę, jak uwolnić się od lęku. Przerabiałam to parę razy. Najbardziej odczuły to moje kochane sąsiadki, zwłaszcza A. do której najczęściej mówię o moim strachu. Ja uwalniam się od lęku a później razem znajdujemy jakieś rozwiązanie. Często jest jednak tak, że ze swoim strachem muszę poradzić sobie sama.
Rozmowa z samym sobą.
Gdy lęk ogarnia, niepokoi i utrudnia normalne życie, pomocna bywa rozmowa. Najpierw z samym sobą.
Możemy mówić do siebie w swoich myślach: "Bardzo się boję", "Zdaje mi się, że nie mogę tam teraz pójść", "Czuję się jak sparaliżowany", "Najchętniej schowałbym się przed całym światem". W ten sposób zaczynam mówić o swoim lęku. Zaczynam go zauważać. Traktuję go serio. Jednocześnie osiągam wobec niego pewien dystans, przyglądając mu się z boku; moja świadomość wolna od lęku obserwuje go.
To mówienie do siebie nie musi być ciche, można mówić półgłosem albo głośno: "Boję się tam iść", "Boję się tych ludzi", "Boję się, że on nie wróci". W ten sposób robię krok naprzód. Wypowiadam swój lęk. Mówię o tym, co jest we mnie, a mówienie to sprawia, że lęk traci na sile. Daję też swojemu lękowi większą przestrzeń, skierowując swe odczucia i emocje na zewnątrz. Lęk może niejako rozejść się w przestrzeni i nie uciskać tak bardzo duszy. Przez to wnętrze człowieka uwalnia się od lęku, bo nie tylko on je wypełnia.
Gdy mówię do siebie o lęku, który czuję, mogę także wypowiedzieć powody, które sprawiają, że się boję: "Boję się, bo nie jestem dobrze przygotowany... bo już raz ten człowiek mnie zawiódł... bo chciałbym zrobić coś szczególnie dobrze".
Już samo nazwanie tych odczuć lękiem pomaga lepiej je uporządkować. Coś, co jest rozproszone, jest też bardziej przejrzyste. Jeśli zrozumiesz, albo starasz się zrozumieć, co jest powodem twojego lęku, zyskujesz większą jasność co do własnych odczuć i co do tego, czego one dotyczą. Takie odczucia mogą wprawdzie trwać, ale mówienie o nich przynosi ulgę. W tym momencie doświadczenie lęku zyskuje sens.
Mówiąc głośno o swoim lęku, można go też z siebie wyrzucić, dać mu wyraz. To, co przeżywam w głębi siebie, wyrażam na zewnątrz, dając głos temu , co czuje. We własnym głosie zawieram coś z lękowych przeżyć. Przeżycia te łączę z głosem, ubieram w swój głos.
Chcąc dotrzeć do powodów swego lęku, możesz prowadzić z sobą dialog: "Tak się boję, co mam robić?", "Boję się, że stchórzę, co robić, żeby do tego nie doszło? Kto mógłby mi pomóc? Co mogłoby mi pomóc przeciwstawić się temu? Obawiam się, że lęk zwycięży nade mną". "Nie wytrzymam tego! Nie zniosę! - Nie wariuj! Co może się stać? Świat się nie zawali Spróbuj! Zaryzykuj! - Nie potrafię! Nie dam rady! Nie przeżyję tego! - Przynajmniej spróbuj! Wiesz, jak źle się będziesz czuł, jeśli się nie odważysz!
Swój lęk można wypowiadać, skarżąc się  i błagając, kłócąc się ze sobą i światem, oskarżając się o bezsilność, prosząc o pomoc: "Nie wytrzymam tego! Dlaczego nikt mi nie pomoże?!" Jeśli jesteś człowiekiem religijnym, a relacja z Bogiem jest dla ciebie ważna, swoje skargi błagania możesz skierować do Boga. Pytaj Go: "Dokąd w mej duszy będę przeżywał wahania a w moim sercu codzienną zgryzotę?" (Ps 13,3). Błaganie może stać się prośbą o to, aby On był blisko, kiedy przeżywasz lęk: "Nie zostawiaj mnie samego! Bądź przy mnie! Pomóż mi! Poślij mego anioła stróża!" Albo, przypominając sobie pomoc, jakiej doświadczyłeś już w chwilach lęku, mów: "Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty zapewniasz mi życie" (Ps 138,7).
Z książki: Wunibald Muller, Jak uwolnić się od lęku, WAM 2012, s. 27-29.
Inny mój wpis na temat strachu: Oswajanie strachu - trudne, ale możliwe.